Kalendarz polski codzienny

7 czerwca 1927

0.0/5 ocena (0 głosów)
  • poniedziałek, 06 czerwca 1927
7 czerwca 1927

Śmierć bolszewickiego ambasadora w Warszawie

Nie w sierpniu roku 1920, lecz 7 czerwca roku 1927… Było o tym głośno na świecie. 19-letni Rosjanin Borys Kowerda, syn nauczyciela, zastrzelił na Dworcu Głównym w Warszawie posła sowieckiego w Polsce, znanego bolszewickiego zbrodniarza Piotra Wojkowa.

Wojkow był zbirem, który zrobił karierę na męczeństwie przeciwników bolszewickich porządków w Rosji. Uczestniczył w zabójstwie Mikołaja II i rodziny carskiej. Był krwawym komisarzem na Uralu, gdzie zwalczał chłopów. Ogołocił tereny wiejskie, wywołał głód. Był też sowieckim „dyplomatą”. Jego „zasługą” było niedotrzymanie przez bolszewików zapisów traktatu ryskiego w odniesieniu do zwrotu Polsce zagrabionych dóbr kultury.

Kowerda postanowił ukarać zbrodniarza w imieniu swego narodu. Sam doświadczył bolszewickiego terroru. Po traktacie ryskim (1921) mieszkał w Polsce. Angażował się w działalność antybolszewicką.

Dziś w Rosji czci się pamięć Mikołaja II i… Wojkowa… Taka jest Rosja! Polacy wiele zrobili, by się do niej upodobnić. W centrum Warszawy stoi pałac Stalina, w każdym mieście pomniki wrogiej armii z krwawą czerwoną gwiazdą!

Udany zamach na bolszewickiego posła wprawił w zakłopotanie władze polskie. Z jednej strony polskie elity podziwiały Kowerdę i o wydaniu go bolszewikom nie było mowy! Z drugiej strony trzeba go było postawić przed sądem, bo Wojkow był przedstawicielem obcego państwa w RP.

Przed warszawskim sądem bronili młodego Borysa najlepsi polscy adwokaci. W tamtych czasach elity polskie były polskie… Został skazany na dożywocie, zamienione wkrótce na 15 lat więzienia, a kiedy sprawa przycichła, został zwolniony (1937).

Wyjechał do USA, prowadził do śmierci działalność demaskującą krwawy system sowiecki. Umarł w Waszyngtonie. Pozostanie przykładem – nie tylko dla Rosjan – młodego szlachetnego człowieka, który broni honoru swojego narodu, ryzykując własnym życiem.

Autor

Piotr Szubarczyk

Komentarze (0)

Skomentuj

Komentujesz jako Gość.

Anuluj Wysyłam komentarz...