Kto buduje "trzecią siłę"? | Artykuły

Publicystyka - Artykuły

AddThis Social Bookmark Button

Podejmowane na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi próby osłabienia PiS-u poprzez tworzenie fałszywych alternatyw „nowej prawicy” lub budowania „drugiej opozycji”,  nie są niczym zaskakującym. Wpisują się w scenariusz wielu innych akcji realizowanych z powodzeniem na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Sposób ich przeprowadzenia oraz autorament postaci działających zwykle w tle owych „procesów politycznych”, pozwalał rozpoznać w nich typowe kombinacje operacyjne z udziałem ludzi peerelowskich służb.

Z pewnością nie dotyczy to wszystkich przypadków, bo niekiedy mamy do czynienia z nadmiernymi ambicjami politycznymi, projekcją osobistych urazów czy pospolitą głupotą, skrywaną za parawanem politycznych pseudoanaliz i receptami „cudownych” strategii.

Do dziś w wielu środowiskach identyfikujących się prawicą, przewijają się imaginacje o „buławie w plecaku” i irracjonalne przekonanie o możliwości stworzenia siły politycznej zdolnej uzyskać podmiotowość. Powstałe na przestrzeni ostatnich lat „kanapowe” formacje w rodzaju KP Polska Plus, Polska XXI, Prawica Rzeczypospolitej czy „partii bez nazwy” skutecznie jednak osłabiają jedyną siłę opozycyjną zdolną zagrozić obecnemu układowi. Fakt, że formacje te korzystają z propagandowego wsparcia tzw. wiodących mediów, a każdy przejaw aktywności ich członków jest natychmiast nagłaśniany, wskazuje, że są postrzegane przez rządzący układ jako inicjatywy niegroźne, a w wielu przypadkach sojusznicze.

To w pełni uzasadniona reakcja, skoro każdy podział, każda fronda wśród środowisk prawicowych zmniejsza szanse na zwycięstwo prawdziwej opozycji i może mieć wpływ na ostateczny wynik wyborczy PiS-u.

Na szczególną uwagę zasługują jednak te inicjatywy, które przez nieświadomych odbiorców są obecnie kojarzone z „prawicą” lub identyfikowane jako opozycyjne. Zasada budowania takich projektów nie jest nowa. Ich genezę można wywieść z lat 20. i 30. ubiegłego wieku, gdy w ramach sowieckich kombinacji operacyjnych „Trust” tworzono organizacje fałszywej opozycji. W latach późniejszych wyznaczały ją prowokacje bezpieki dotyczące  tzw. V komendy WiN-u, utworzenie Klubu Krzywego Koła czy budowanie środowiska „komandosów” i „opozycji demokratycznej”. Taktykę postępowania wobec rzeczywistych przeciwników systemu wyznaczano w kategoriach gier operacyjnych, sterowanych przez policję polityczną. Najczęściej stosowano metodę polegającą na zastąpieniu autentycznej opozycji ludźmi tworzącymi „polityczną alternatywę”, wśród których następnie poszukiwano partnerów do rozmów z władzą. Zapewniało to pełną kontrolę ruchów społecznych i stwarzało pozory działań żywiołowych, oddolnych.

Warto zatem przyjrzeć się pomysłom na tworzenie „drugiej opozycji” rozpowszechnianych dziś w niektórych środowiskach „prawicowych” i wskazać na ich rzeczywisty rodowód.

Obecni przywódcy Platformy i PiS usiłują przekonać nasze społeczeństwo, że liczą się tylko te dwie partie i właśnie między nimi mamy dokonywać wyborów. Mamy więc ciągle dwa obozy, ale zupełnie inne. Jednym obozem jesteśmy MY, a drugim obozem są ONI, obecne i byłe elity władzy. [...]Sytuacja skomplikowała się, gdy teraz ONI wykopali głęboki rów między sobą, podkładają sobie świnie niemal codziennie i tylko cienka nic dzieli ich od powtórzenia ukraińskiego boksu, a jednocześnie obydwa ugrupowania w swojej bezmyślności sądzą, że jesteśmy tylko na nich skazani” – pisał przed trzema laty Michał Podobin – jeden z głównych blogerów Stowarzyszenia Pro Milito. Zebranie założycielskie tego stowarzyszenia odbyło się 12 września 2007 roku, w czasie szczególnej politycznej gorączki, gdy rozpad koalicji PIS-LPR-Samoobrona był już przesądzony.

Założycielami zarejestrowanego w marcu 2008 roku Pro Milito byli m.in. gen Tadeusz Wilecki - absolwent Akademii Sztabu Generalnego ZSRR, uczestnik tzw. „obiadu drawskiego” oraz gen. Marek Dukaczewski - szef byłych WSI, absolwent sowieckich kursów i szkoleń GRU. Wśród założycieli znaleźli się również: gen. Zenon Poznański – absolwent Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR im. Klimenta Woroszyłowa w Moskwie, jeden z fundatorów polsko-radzieckiej fundacji "Współpraca-Nauka-Kultura" przy KC KPZR., wiceadmirał Marek Toczek - były dowódca Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych w Warszawie, przeniesiony do rezerwy po ujawnieniu, że dopuszczał do zbierania podpisów za prezydencką kandydaturą Lecha Wałęsy, gen. Leszek Ulandowski – sekretarz Rady Klubu Generałów WP, gen. Julian Lewiński – były dowódca Warszawskiego Okręgu Wojskowego, płk Jan Oczkowski - były szef Biura Bezpieczeństwa Wewnętrznego WSI.

Niektóre z tych osób znajdziemy także w gronie  założycieli Stowarzyszenia „Sowa”, zarejestrowanego w styczniu 2010 roku przez oficerów byłych Wojskowych Służb Informacyjnych. We władzach „Sowy”, jak i stowarzyszenia Pro Milito zasiadają np. płk Jan Oczkowski, wywodzący się z elitarnego oddziału „Y” Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, złożonego z oficerów szkolonych na kursach GRU w Moskwie i płk Zbigniew Kumoś, „historyk wojskowości”, wykładowca Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Książka Kumosia z 1985 roku - „O wolną i demokratyczną Polskę: myśl polityczno-wojskowa lewicy polskiej w ZSRR 1940-1944”, została wymieniona przez historyka IPN Piotra Łysakowskiego jako jedna z publikacji zawierających komunistyczne kłamstwa na temat mordu w Katyniu. Dokonania naukowe Kumosia docenił sam gen. Jaruzelski, wielokrotnie powołując się na jego opracowania, a nawet korzystając z nich podczas wyjaśnień składanych przed sądem. Przed kilkoma laty, w artykule „Ludzie WSI chcą skompromitować PiS” informowano, że grupa oficerów byłych WSI przygotowuje tzw. kontrraport oparty na wiedzy zdobytej podczas pracy w wywiadzie wojskowym, a być może nawet na wyniesionych z WSI dokumentach. Raport miał być wymierzony w braci Kaczyńskich. Redakcją tych „komprmateriałów” miał zająć się płk dr Zbigniew Kumoś.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że oba środowiska  - Pro Milito i Sowa łączą nie tylko postaci założycieli i członków władz, ale również wspólnota celów.

Powołanie Pro Milito we wrześniu 2007 roku, można uznać jako inicjatywę zwiastującą powstanie rządu Platformy Obywatelskiej, natomiast utworzenie „Sowy” wydaje się wieńczyć okres reaktywacji wpływów środowiska Wojskowych Służb Informacyjnych.  W obu przypadkach, mamy do czynienia z inicjatywą ludzi, którzy w zwycięstwie PO trafnie upatrywali szansę na odzyskanie wpływów i nie ukrywali, iż wiążą z nim nadzieje. W tekstach „Pro Milito – droga do władzy” z roku 2008 wskazywałem na życiorysy twórców tego stowarzyszenia oraz ich związki z polityką, w tym m.in. z Samoobroną Andrzeja Leppera.

Cytowałem także tekst odezwy, zamieszczonej wówczas na stronie internetowej Pro Milito, w której władze stowarzyszenia odpowiadały na „nieprzychylne w swoich treściach informacje” zamieszczone w gazetach. W odezwie, która wkrótce po upublicznieniu zniknęła z portalu napisano m.in:

„Nie chcemy rozgłosu, ale też nie pozwolimy by nas lekceważyła „hałastra cienkoszyich, łysiejących wodzów”. Hasła: „Przede wszystkim człowiek”, powszechna i skuteczna Obronność Rzeczypospolitej – stanowią siłę nośną naszego Stowarzyszenia. Nie będziemy: -Prosić!; Meldować się !; Awanturować!; Korzyć!; Pełzać!”.

Wyraźnym przesłaniem dla rządu PO-PSL były słowa: „Domagamy się respektowania naszych potrzeb, a w przypadku ich pogwałcenia – podjęcie środków zaradczych”, formułując jednocześnie przestrogę - „Nie dopuścimy, aby nasze potrzeby były fiksowane, a żołnierskie biografie bezczeszczone”.

Niestety, niewiele osób rozumiało wówczas znaczenie tego rodzaju „odezwy” i nie chciało dostrzec zagrożeń wynikających z postulatów środowiska byłych oficerów LWP i WSI.

Istotnym elementem przekazu zawartego na stronach Pro Milito była krytyka obecnego stanu armii, wskazywanie na nieudolność cywilnych ministrów obrony oraz mniej lub bardziej zawoalowany postulat stworzenia „nowej, trzeciej siły politycznej”. Cytowany powyżej fragment tekstu Michała Podobina doskonale ilustruje tę koncepcję. Główny bloger Pro Milito kończył wówczas swój tekst apelem:  „w moim przekonaniu, to MY powinniśmy zrobić wszystko, aby z pośród nas poszukać sobie nowych przywódców, a ONI niech się biją na śmietniku historii.”

Retoryka stosowana przez środowisko Pro Milito z łatwością mogła trafić do odbiorców krytycznie oceniających obecne rządy, ale też do tych, którzy traktują PiS jako część politycznego establishmentu stojącego na przeszkodzie realizacji koncepcji „trzeciej siły”.

Musiała również znajdować zrozumienie wśród wyższej kadry WP. Charakterystyczną argumentację znajdziemy np. w innym tekście Podobina zatytułowanym „Katastrofa, która nie miała prawa zaistnieć”, zakończonym następującą konkluzją:

Armia to zbyt poważna sprawa, by oddawać ją w ręce nieodpowiedzialnych polityków. Czas by dobór na stanowiska w wojsku odbywał się bez pierwiastka politycznego, jako głównego i jedynego wskaźnika przydatności na odpowiedzialne stanowiska. Według upodobania to niech ministrowie dobierają sobie sekretarki i ten cały dwór, natomiast stanowiska w wojsku niech zostaną uwolnione od sympatii polityków.  Tragedia pod Smoleńskiem to efekt braku profesjonalizmu i lekceważenie prostych, zwykłych zasad, które inni już dawno sprawdzili bez ponoszenia tak olbrzymich strat”.

Tego rodzaju tekst, czytany przez odbiorców nie posiadających wiedzy o rzeczywistych konotacjach środowiska Pro Milito, musi sprawiać wrażenie rzeczowej i trafnej krytyki. Podobnie, jak patriotyczna i „bogoojczyźniana” retoryka, obecna w wielu publikacjach Pro Milito mogła zwieść niektórych czytelników. Osobnym tematem jest zawartość różnego rodzaju wątków ideologicznych, wynikających z tradycji postendeckich lub bliskich myśli tzw. endokumuny.

Nie powinno zatem dziwić, że na stronie Pro Milito znajdują się dziś artykuły gen. Waldemara Skrzypczaka, Romualda Szeremietiewa, gen. Juliana Lewińskiego czy Bogdana Poręby (jednego z ideologów Zjednoczenia Patriotycznego "Grunwald"), a w ramach spotkań Klubu Inteligencji Polskiej, Komenda Główna Pro Milito zaprasza na spotkanie- dyskusję ze Stanisławem Michalkiewiczem.

Nie może również dziwić, że pomysły na budowanie „trzeciej siły” trafiły na internetowe forum „Nowego Ekranu”, inaugurującego działalność obszernym wywiadem z komendantem stowarzyszenia Pro Milito gen. Tadeuszem Wileckim oraz gen Waldemarem Skrzypczakiem. Wśród czynnych blogerów NE znajdziemy zatem Michała Podobina i Romualda Szeremietiewa, ale także, jednego z założycieli i członków władz Pro Milito wiceadmirała Marka Toczka. Tematyka wojskowości wydaje się jedną z wiodących na tym portalu. Postulat tworzenia „drugiej prawdziwej opozycji” – obecny choćby w tekście Łażącego Łazarza -„redaktora naczelnego Nowego Ekranu” -  sformułowany na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi, wydaje się blisko współbrzmieć z koncepcjami politycznymi forsowanymi w środowisku Pro Milito.

W tej sytuacji, trzeba z wielką uwagą przyglądać się działalności tego rodzaju gremiów, a niniejszy tekst stanowi zapowiedź bardziej obszernej analizy zjawiska.

Śledź(0)

Adres śledzenia tego komentarza

Komentarze (2)

Zapisz się do RRS tego komentarza
...
0
Dla mnie sprawa jest jasna, tworzenie nowych partii prawicowych w tej chwili, to osłabianie szans na zwycięstwo PiS-u i wspieranie PO.
Podejrzewam, że są to gry polityczne, mające na celu rozpracowanie przeciwnika czyli PiS. Skoro udało się rozpracować Solidarność i wstawić Bolka, to żaden problem teraz wykorzystać jakieś urażone ambicje i lansowac kogos na lidera, bo wadomo że w PiS jest przywodcą pan Jarosław Kaczyński i nikt mu nie dorówna.
Jako szary człowiek, apeluję do ludzi z prawicy zajmujących się polityką - Ratujcie Polskę! Tylko razem możemy coś zdziałać, w przeciwnym razie dojdzie do rozbicia prawicy na kilka nowych partii i po co?
Dla mnie każdy, najbardziej szacowny polityk, który teraz "wyskoczy" z pmysłem nowej prawicy to posredni zdrajca Ojczyzny.
Teresa , 03 May 2011
...
morze
Nad zakładaniem nowych ugrupowań partyjnych trzeba się zastanawiać zaraz po wyborach a nie na 5 minut przed wyborami. Każde takie posunięcie ma na celu rozbicie lub przynajmniej osłabienie liczącej się opozycji. Powinni o tym pamiętać również wszyscy prezesi kanapowych struktur. Ich kanapy na arenie politycznej nie mają w sumie żadnego wpływu na kształtowanie się życia politycznego, a służą jedynie dowartościowaniu poszczególnych prezesów. Jeżeli polityk chce coś zrobić dla kraju, powinien schować do kieszeni swoje ambicje przywództwa i zacząć pracować wspólnie z innymi. Inaczej i tak jest skazany na polityczny "odstrzał". Czy warto marnować kilka lat po to, by siedzieć na własnej kanapce i nic dla dobra kraju nie zdziałać? Historia o takich raczej milczy.
Co zaś do Pro Militio uważam, że każda inicjatywa tworzenia ugrupowania na bazie służb mundurowych może prowadzić w końcu do przejęcia władzy przez juntę, co już o wiele mniej mi się podoba, bo wojsko ma się znać na militariach a nie na polityce. Może się mylę.
morze , 03 May 2011

Napisz komentarz

mniejsze | większe

busy

Publicystyka