Polityka -
Polska
wtorek, 15 maja 2012 11:52
źródło/autor Nasz Dziennik, Maciej Walaszczyk
Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Stefana Niesiołowskiego (PO) trafiło już do prokuratury.
Prominentny poseł Platformy Obywatelskiej i przewodniczący Komisji Obrony Narodowej zaatakował w piątek dziennikarkę Ewę Stankiewicz w czasie pracy. Do zdarzenia doszło na terenie Sejmu. Zbigniew Ziobro, lider Solidarnej Polski, nie ma wątpliwości, że jeśli padły słowa: "Won stąd, bo zniszczę ci kamerę" - to zaistniało przestępstwo polegające na bezprawnej groźbie wobec reporterki. Podobnie sprawę ocenia Prawo i Sprawiedliwość, w imieniu którego poseł Marcin Mastalerek złożył wczoraj doniesienie do prokuratury. W jego ocenie, Niesiołowski naruszył także nietykalność cielesną dziennikarki i uniemożliwiał jej wykonywanie swoich czynności zawodowych.
- Niesiołowski, który był znany z nienawiści do PiS, przeszedł od słów do czynów - komentuje Mastalerek.
Kto jednak myślał, że zdarzenie to położy kres chamskim zachowaniom polityka PO, bardzo się mylił. Politycy Platformy niczym złodziej przyłapany na gorącym uczynku trzymają się jednej wersji wydarzeń i mówią: "To nie moja ręka". Już wczorajsza rozmowa "Naszego Dziennika" z Tomaszem Nałęczem, ministrem w Kancelarii Prezydenta, pokazała, jaką narrację w tej sprawie przyjmie obóz władzy.
Partyjni koledzy stanęli za Niesiołowskim murem. Nie zostaną wobec niego wyciągnięte żadne konsekwencje. Winna jest sama dziennikarka, która zadając posłowi pytanie, prowokowała go do tak brutalnej reakcji. Powinna była wiedzieć, że to człowiek porywczy. Zbrodnia Stankiewicz jest niesłychanych rozmiarów: miała zbyt blisko podejść z kamerą i nękać posła pytaniami.
Więcej…