Polityka - Polska

Ryszard Czarnecki | fot. GPNa szczytach Unii Europejskiej kanclerz Merkel może zapytać Donalda Tuska najwyżej o pogodę w Polsce, a prezydent Sarkozy o godzinę. O stanowisko Polski w jakiejkolwiek sprawie nie zapyta nikt, bo jest ono znane z góry: Warszawa mazawsze w praktyce takie samo zdanie jak Berlin.

Tusk jest mocny. Ale tylko w gębie. I w sondażach – choć w tych już jego pozycja spada, a dystans między nim a Komorowskim wyraźnie się zwiększa. Nasz premier jest przeraźliwie słaby na arenie międzynarodowej. W Europie mało kto z nim się liczy, a na świecie praktycznie już nikt.

Uściślijmy: z dużych graczy w samej Unii Europejskiej nie ma przywódcy, który by z premierem III RP cokolwiek konsultował. Mowa o realnych konsultacjach i ustaleniach, a nie o propagandowych ustawkach przedwyborczych. O ile śp. prezydent Kaczyński czy premier Kaczyński wzbudzali czasem spore emocje, przy tym zawsze respekt, to lider PO generuje na Zachodzie czy Wschodzie politowanie i lekceważenie. W polityce europejskiej Donald Tusk jest faktycznie Mr Nobody, czyli Panem Nikim. Na szczytach UE kanclerz Merkel zapytać go może najwyżej o pogodę w Polsce, a prezydent Sarkozy o godzinę. O stanowisko Polski nie zapyta nikt, bo jest ono znane z góry: Warszawa ma zawsze w praktyce takie samo zdanie (finalnie) jak Berlin.


Merkel bierze, nie kwituje

 Donald powtarza za Angelą, jak za panią matką, wszystkie deklaracje dotyczące przyszłości Unii, relacji z Rosją itd. Tyle że te deklaracje w ogóle nie uwzględniają polskiego interesu narodowego. Tak jakby go nie było czy też wyrażał się wyłącznie w zgadzaniu się we wszystkim z Berlinem (Brukselą itd). Jest to jednak relacja jednokierunkowa, bo Polska na wzajemność Niemiec liczyć nie może.

Merkel zachowuje się zgodnie z maksymą Józefa Piłsudskiego: „brać, ale nie kwitować”. To za kadencji premiera z Platformy rząd RFN podjął decyzję o budowie w Berlinie rewizjonistycznego muzeum wypędzonych (skądinąd ciekawe, że o Polakach wygnanych z Kresów Wschodnich mówi się „repatrianci”, a o Niemcach, którzy rozpoczęli II wojnę i w jej rezultacie, decyzją aliantów, opuścili obecne terytorium Polski i Czech – „wypędzeni”).

To za czasów premiera Tuska w staraniach Polski (oczywiście zainicjowanej przez rząd PiS-u) o przyznanie nam siedziby Europejskiego Instytutu Technologicznego Berlin w ostatecznej, finałowej rozgrywce poparł Budapeszt, a nie Wrocław. Kanclerz Merkel może poklepywać Donalda Tuska i po lewym i po prawym ramieniu, ale w sprawie pakietu klimatycznego nie poparła naszych postulatów, lecz porozumiała się z Paryżem i Londynem. W rezultacie Polski podatnik będzie długie lata wypruwał sobie żyły, żeby sprostać drastycznym – z punktu widzenia naszej gospodarki – wymaganiom paktu.

Skądinąd z paktem klimatycznym było identycznie jak z paktem fiskalnym: najpierw rząd PO-PSL ogłosił go jako wielki sukces, by potem wycofać się z tego rakiem i z podkulonym ogonem. Wreszcie – przypomnijmy – to w czasie rządów Tuska Niemcy ponad głowami Polski porozumiały się z Rosją co do Gazociągu Północnego. To, co dla ministra w rządzie PiS Radka Sikorskiego było nowym paktem Ribbentrop-Mołotow, to dla tego samego ministra w rządzie PO było już całkiem OK. Dla jego szefa – jak wiemy – również.

To tylko najbardziej spektakularne przykłady, jak bardzo Merkel nie liczy się z Tuskiem, mimo że ten od razu po wygranych w 2007 r. wyborach ogłosił nową erę w relacjach polsko-niemieckich. Erę rzekomo bardziej dla nas efektywną niż za „okropnych” rządów Kaczyńskich.


Międzynarodowe bęcki Tuska

Ale przecież nie tylko jawnie lekceważący stosunek niemieckiej kanclerz do polskiego premiera jest przykładem, jak bardzo mało znaczy osobiście w Europie Donald Tusk i jak niewiele, niestety, liczą się z Polską pod jego rządami na Starym Kontynencie. Skandaliczne publiczne połajanki, na które pozwolił sobie prezydent Sarkozy na pierwszym szczycie w Brukseli podczas francuskiej prezydencji 3,5 roku temu, dowodzą, że przedstawiany w prorządowej propagandzie w Polsce jako mąż stanu polityk PO jest gościem, którego publicznie można skarcić jak sztubaka.

Premier Donald Tusk nie dostał ani czarnych skrzynek, ani wraku samolotu Tu-154 pewnie nie tylko dlatego, że ich nie zażądał, ale także dlatego, że Rosja w osobie Putina ma go za nic. Czy pamiętamy szczyt ekonomiczny w szwajcarskim Davos, na którym doszło do audiencji premiera III RP u przywódcy Federacji Rosyjskiej? Rozparty Władimir Putin patrzył na szefa rządu z Warszawy siedzącego na brzeżku fotela, chyba przerażonego faktem tej rozmowy, z mieszaniną pogardy i politowania.


Przełożenie na Donalda Tuska

A czy może przypadkiem swojej decyzji o niewejściu do paktu fiskalnego premier Republiki Czeskiej Petr Nečas w ogóle nie skonsultował z najbliższym i najsilniejszym w Grupie Wyszehradzkiej sąsiadem tego kraju, czyli z Polską? Ale o czym tu gadać z Tuskiem? Szybciej będzie rozmawiał z Frau Merkel.

Może wreszcie warto i to w końcu ujawnić.

Gdy Tusk był jeszcze liderem opozycji, odbyła się rozmowa śp. prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z kanclerz Angelą Merkel. Chodziło o ratyfikację traktatu lizbońskiego i próbę utargowania przez polską głowę państwa jakichś z tego tytułu korzyści dla naszego kraju. Gdy prezydent podkreślił, że musi wynegocjować taki kształt traktatu, który byłby do zaakceptowania przez opozycję i jej ówczesnego lidera, niemiecka kanclerz odpowiedziała wprost, nie bawiąc się w dyplomację: „To ja już biorę na siebie”... Cóż, widać, kto ma najlepsze przełożenie na Donalda Tuska.

Ujawniam to dziś, bo pewne rzeczy należy nazywać po imieniu

Śledź(0)

Adres śledzenia tego komentarza

Komentarze (7)

Zapisz się do RRS tego komentarza
...
0
Pan Czarnecki ostatnio na swoim blogu pisze o "patriotach" których łączy "niezgoda na czołobitność władz III RP wobec Berlina i Brukseli" i "zdrajcach" stojących po "ciemnej stronie mocy" - czyli Berlina i Brukseli. Kim zatem jest pan Czarnecki, który opowiada się po stronie "dobra" jednocześnie będąc na pensji "zła"? Patriotycznym wolontariuszem z pewnością nie jest. Czyli pozostaje mu opcja "zdrajcy" opłacanego przez Brukselę...
Arturo , 14 luty 2012
...
0
@Sarmata

"Straciliśmy suwerenność" jako jedyne państwo Unii Europejskiej? A te pozostałe 26 państw UE jest jakoś nadal suwerenne... smilies/grin.gif
Arturo , 14 luty 2012
...
0
Z tego wynika, że Polacy powinni pracowac na zachodzie za półdarmo a najlepiej za darmo, to by zadowoliło zachód i niektórych polaków smilies/smiley.gif
Patryk , 14 luty 2012
...
0
Cóż znaczą pieniądze eurodeputowanych?? Straciliśmy suwerenność a unia włoży 10mln w Polskę a wyciągnie 150mln
Sarmata , 13 luty 2012
...
0
Euroland eurosceptykowi śmierdzi, ale już pieniążki eurodeputowanego pachną! Euro-towarzyszu Czarnecki, nie wstyd panu?
Arturo , 12 luty 2012
...
0
Polske nikt nie liczy
johnroy , 11 luty 2012
...
0
Wszystko prawda,ale to gorzka prawda,dla nas POLAKÓW.
wojtekT , 10 luty 2012

Napisz komentarz

mniejsze | większe

busy

Publicystyka