Polityka - Polska

Przedstawiamy opinie niektórych polskich polityków i publicystów na temat ostatnich wydarzeń dotyczących polskiej polityki zagranicznej.


Antoni Macierewicz o wizycie Bronisława Komorowskiego w USA: to porzucenie polityki niepodległościowej.

Antoni Macierewicz

To jest spotkanie, które się odbywa po podjęciu szeregu decyzji korzystnych dla Rosji i ewidentnym uzależnieniu Polski od Rosji przez Komorowskiego. Spotkanie poprzedzały konsultacje z prezydentem Rosji Miedwiediewem, które miały charakter wytycznych dla Komorowskiego.
W sprawie Smoleńska Miedwiediew powiedział, że śledztwo polskie musi przynieść takie same wyniki jak śledztwo rosyjskie.
Komorowski popiera też stanowisko rosyjskie w sprawie tarczy antyrakietowej i obecności Stanów Zjednoczonych w Polsce.
Porzucenie krajów Europy Środkowej przez Komorowskiego oraz przyjęcie Jaruzelskiego na doradcę dopełnia obrazu odrzucenia polityki niepodległościowej.

(głos)


Jarosław Kaczyński o polityce zagranicznej rządu: wynika ze skrajnej naiwności

Jarosław KaczyńskiPolitykę zagraniczną rządu i prezydenta trzeba określić jako wynikającą z jakiejś zupełnie skrajnej naiwności, skrajnej nieumiejętności, albo też jakichś czynników, które trzeba by wyjaśnić, które - jeśli takie mają miejsce - z czasem zostaną wyjaśnione.
W dniu, gdy w Polsce był prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, szef polskiego rządu Donalda Tusk spotykał się w Berlinie z niemiecką kanclerz Angelą Merkel.
Podczas tej wizyty Polska poniosła całkowitą porażkę i nie uzyskała kompletnie nic, a przy tym słychać o kolejnych poparciach dla inicjatyw niemieckich, przy braku pewności, że Niemcy poprą nasze postulaty, jeśli chodzi o kolejny wieloletni budżet UE.
Nie tylko jest budowany, bardzo dla nas groźny w sensie strategicznym, rurociąg północny, ale nawet nie ma dalszych zmian co do głębokości, na której on jest budowany, a to jest zasadnicza sprawa dla naszych portów, dla gazoportu, w ogóle dla całego regionu Pomorza Zachodniego, a w szerszym tego słowa znaczeniu, dla polskiej gospodarki.
Należy się zastanowić, czy wizyta Miedwiediewa przyniosła coś Polsce w kwestiach gospodarczych. Czy przyniosła coś w sprawie blokady Możejek (litewska rafineria należąca do PKN Orlen)? Nie przyniosła nic. Wizyta nie przyniosła także wyjaśnienia sprawy budowy elektrowni w Obwodzie Kaliningradzkim i linii przesyłowej przez Polskę. Nic w tej sprawie się nie stało.
Nie ma żadnego wyraźnego sygnału jeśli chodzi o sprzedaż Lotosu. Ale też w żadnym wypadku nie uzyskaliśmy takiej sytuacji, w której polski rząd wyraźnie by powiedział, że do czegoś takiego nie dopuści . Nie ma też żadnego sygnału, by Rosjanie otworzyli się na działania, które zmniejszyłyby bardzo duży deficyt handlowy Polski w wymianie z Rosją.
Podczas wizyty rosyjskiego prezydenta Polska nie uzyskała żadnego wyjaśnienia w sprawie oficjalnej postawy rządu rosyjskiego w kwestii Katynia odnośnie skargi, która została przekazana do Strasburga".
Chodzi m.in. o pismo z października, przesłane do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, w którym Rosjanie napisali, że nie mają obowiązku wyjaśniać losu zamordowanych przez NKWD w 1940 r. polskich oficerów, zaginionych - jak to określili - w wyniku "wydarzeń katyńskich". Pod pismem podpisał się wiceminister sprawiedliwości Georgij Matiuszkin.
Mieliśmy znów odwołanie się do jakichś rzekomych polskich zbrodni, niewyjaśnionych spraw z 1920 roku. Miedwiediew wraca do starej śpiewki, że jest jakaś symetria między działaniami Polski a Związku Sowieckiego.
Dostarczenie Polsce znanych już akt katyńskich to coś, co trudno potraktować nawet jako gest. Rosjanie potrafią rozgrywać swoją zbrodnię jako atut polityczny wobec Polski.
W czasie wizyty Miedwiediewa nie uzyskano również żadnych zapewnień co do tego, kiedy Polsce zostanie przekazany wrak Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem i czarne skrzynki z tego samolotu. W gruncie rzeczy znów nie uzyskaliśmy w tej sprawie nic. Jest jakieś niejasne memorandum, są zapowiedzi, że to wszystko będzie trwało długo.
Charakterystyczna jest wypowiedź Miedwiediewa o tym, że nie wyobraża sobie, iż strona polska i rosyjska mogą dojść do odmiennych wniosków ws. przyczyn katastrofy smoleńskiej. "Na szczęście, jeśli chcemy być obiektywni, zostało to zakwestionowane przez premiera Tuska, z czego się cieszymy.
Z informacji ujawnionych przez portal Wikileaks widać jaka polityka budzi szacunek. Polityka zdecydowana, odważna, można powiedzieć nawet w sensie fizycznym odważna, mówię tutaj o sprawie gruzińskiej.

(fragmenty wypowiedzi podczas konferencji prasowej w dn 08.12.2010)


 Tomasz Sakiewicz: Czy Polska coś zyskuje na rosyjskich gestach?

Tomasz SakiewiczW czasie rozmów w Kongresie na porządku dziennym stanęła sprawa ratyfikacji układu START II. Dla wielu Republikanów problem katastrofy w Smoleńsku może być powodem blokowania tego niekorzystnego dla Stanów Zjednoczonych porozumienia. Czy tak się stanie - zobaczymy. Możliwość takiego poszerzenia dyskusji o wydarzeniach z 10 kwietnia wywołała panikę polskiej dyplomacji. Minister Radosław Sikorski rzucił prezydentowi Barackowi Obamie koło ratunkowe, jakim są negocjacje w sprawie zniesienia wiz dla Polaków w zamian za poparcie przez Polonię i polonijnych senatorów porozumienia z Rosją. Odrzucenie START II będzie gwoździem do trumny Obamy i niewykluczone, że początkiem końca ery Władimira Putina. Szczególnie zaszkodziłoby to Putinowi, gdyby przy okazji awantury o porozumienie rozbrojeniowe zaistniał smoleński kontekst. Zniesienie wiz jest oczywiście pustą obietnicą, ale za to niezwykle nośną wśród naszych rodaków za oceanem. Już sam fakt podjęcia przez polski i amerykański rząd tego tematu w związku z negocjacjami z Rosją mówi o powadze sytuacji.
Moskwa wie, że może liczyć na pomoc polskiego prezydenta i naszego rządu. Dzisiaj elity rządowe - jak powiedział jeden z ekspertów - ustawiają się w roli użytecznego narzędzia Moskwy. Kosztem naszych interesów i kosztem narodów na wschód od Polski zyskują na ułatwieniach, jakie niesie przychylność ze strony
władców Kremla. Czy Polska coś zyskuje na rosyjskich gestach? Jak na razie "ocieplenie" polega na jednostronnych ustępstwach ze strony Warszawy. Rosja, która znajduje się w coraz trudniejszej sytuacji ekonomicznej i politycznej, z Polską współpracować musi.

Jesteśmy jednak dużym państwem europejskim, a wkrótce obejmiemy przewodnictwo w UE. Tymczasem prezydent Rosji przyjechał do nas z pustymi rękami i nie uniknął ewidentnej wpadki, jakim było pouczenie Polaków, że muszą dostosować swoje śledztwo w sprawie smoleńskiej katastrofy do rosyjskiego. Jeszcze kilka miesięcy temu można byłoby uznać tę wypowiedź Miedwiediewa za lapsus. Dzisiaj bardziej wygląda na polecenie. Co grosza, takie polecenie znajdzie u nas wielu entuzjastów.(...)

(fragment artykułu Tomasza Sakiewicza w "Gazecie Polskiej")

 

Witold Waszczykowski: Od wiz ważniejsze bezpieczeństwo

Witold Waszczykowski- Bronisław Komorowski został nagle zaproszony na spotkanie z Barackiem Obamą, bowiem miał mu pomóc w amerykańskiej rozgrywce wewnętrznej - dowieść, że jak Polacy potrafią dogadać się z Rosją, to USA też mogą - mówi Witold Waszczykowski, były wiceminister spraw zagranicznych, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.
O czym Bronisław Komorowski powinien rozmawiać z Barackiem Obamą?

O ile wiem, ta wizyta doszła do skutku na prośbę strony amerykańskiej. Do tej pory zwyczajowo było tak, że to prezydent Polski po objęciu władzy zabiegał przez wiele miesięcy o złożenie kurtuazyjnej wizyty w Stanach Zjednoczonych, żeby tam przedstawić się amerykańskiemu prezydentowi. Teraz jednak sytuacja chyba się odwróciła.
To strona amerykańska w dziwnym trybie ad hoc poprosiła stronę polską o zorganizowane tej wizyty. Według moich informacji głównym celem tej wizyty jest próba wykorzystania opinii polskiej w wewnętrznej rozgrywce w USA dotyczącej ratyfikacji amerykańsko-rosyjskiego traktatu START. Prezydent Obama traci w tej chwili zwolenników ratyfikacji tego traktatu, niedawno odbyły się wybory w Kongresie, które przyniosły zmianę sił.

Na jego niekorzyść.

Od kilku miesięcy było też zauważalne, że Polska, a szczególnie Radosław Sikorski, ciepło wypowiada się o dalszym postępie w sprawie START. W związku z tym zakładam, że w otoczeniu Obamy uznano, że być może uda się wykorzystać Polaków również w rozgrywce wewnętrznej. Jeśli bowiem tak przeczuleni Polacy nie mają zastrzeżeń do porozumień z Rosją w sprawach rozbrojeniowych, to ten argument może wytrącić argumenty w wewnętrznej polityce amerykańskiej. Tu się przewija też informacja, że Amerykanie mogliby bardziej otwarcie, cieplej popatrzeć na proces wizowy wobec Polaków.

Konsulat amerykański w Polsce potwierdził, że odsetek odmów przyznania wizy spadł w tym roku do 9,8 proc. Mający podobny odsetek Czesi zostali objęci programem bezwizowym.

Szkoda wysiłku, żeby wchodzić w taką rozgrywkę, jeśli to miałaby być tylko kwestia wiz, chociaż rozumiem, że wizerunkowo byłoby to jakieś zwycięstwo. Natomiast większym problemem są w tej chwili jednak kwestie bezpieczeństwa międzynarodowego. Współpraca polsko-amerykańska zamiera od lat. Wycofaliśmy się z Iraku, Bliskiego Wschodu, z Bałkanów. Tarcza antyrakietowa nie zmaterializowała się, w 2011 r. po raz kolejny dojdzie do wizyty baterii Patriot, ale co dalej? Namawiałbym prezydenta Komorowskiego do poważnej rozmowy na temat naszego regionu, nie tylko Polski.

Na co należy położyć akcent?

Zaszły zmiany w NATO. Zostaliśmy objęci trochę lepszymi planami obronnymi, ale to wszystko wciąż nie jest wystarczające. Uważam, że warto byłoby rozpocząć poważne rozmowy z Amerykanami na temat współpracy wojskowej. Oni proponują wstępne porozumienia, które zostały przyjęte przez stronę polską jeszcze w 2009 r., na przykład porozumienie o współpracy sił specjalnych. W październiku minister Bogdan Klich zawarł porozumienie o współpracy F-16 i herculesów.
Ja bym proponował, żeby kontynuować te rozmowy. Nie powinny one sprowadzać się do kurtuazyjnych rozmów weekendowych, tak jak to wyglądało w przypadku baterii Patriot, ale żeby z tego wyszedł poważny program współpracy, który wzmocni bezpieczeństwo Polski. Na to jeszcze nakładają się kwestie gospodarcze, przede wszystkim dotyczące eksploatacji gazu łupkowego. Amerykańskie firmy, i to bardzo ważne, od jakiegoś czasu zaangażowały się w eksploatację, na razie w badania. Warto porozmawiać o przyszłości tej współpracy.

Pominąć kwestie rosyjskie?

Oczywiście, że nie. Rosja się chce modernizować. Zgoda, chcielibyśmy, żeby było to
zmodernizowane państwo. Ale jak żyć potem ze zmodernizowaną Rosją, jeśli będzie w dalszym ciągu miała ambicje imperialne? Warto byłoby pokusić się także o taką dyskusję z Obamą. Wydaje mi się, że na 90 minut to jest wystarczająca agenda.

Tematem rozmowy ma być nieoczekiwane przekazanie Polsce dywizjonu F-16, do jakiego ma dojść w 2013 r.

To zmiana koncepcji. Pierwsza pojawiła się już w 2008 r., kiedy negocjowaliśmy tarczę i ówczesny rząd Tuska bardzo mocno upomniał się, żeby w zamian za tarcze, za bazę, Amerykanie ulokowali u nas znaczną ilość baterii Patriot, a jeszcze lepiej, żeby pewną ich ilość Polsce przekazali. Doszło wtedy do filozoficznej dyskusji na temat jej funkcji. Amerykanie uważali, że rakiety Patriot są sposobem obrony pasywnej, która nie zapewni obrony w przypadku ataku ze Wschodu.
A jeśli dojdzie do konfliktu w państwie granicznym NATO - a my jesteśmy takim państwem - będzie to konflikt zmasowany i wtedy nawet kilkanaście baterii Patriot nie obroni Polski przed uderzeniem skierowanym na wszystkie wojskowe, polityczne i gospodarcze centra. W związku z tym oni doszli do wniosku, że nie można dopuścić do ewentualnego ataku przeciwnika.

Czemu to miałyby by być akurat F-16?

Amerykanie preferują raczej systemy obrony aktywnej i stąd też pomysł z samolotami F-16. One są wielozadaniowe, w związku z tym mogą pełnić funkcje obronne, jak i strzec przed atakiem. Moim zdaniem to opcja korzystniejsza dla Polski, bo te maszyny F-16 stanowią czynnik odstraszający - pozwala sądzić ewentualnemu agresorowi, że spotka go nieunikniona,
natychmiastowa kara. Herculesy to natomiast most powietrzny bardzo potrzebny nam na wypadek konfliktu. Bo w takiej sytuacji potrzebujemy dodatkowych sił wsparcia.

Z dokumentów WikiLeaks wynika, że Berlin sprzeciwiał się umieszczeniu rakiet Patriot w Polsce. Czemu akurat Berlin?

Nie byłem tą informacją zaskoczony. Od pewnego czasu zdawaliśmy sobie sprawę, że wiele państw zachodnich uważa rozmieszczenie ich u nas za prowokacyjne zachowanie. Nie tylko sprzeciwiano się patriotom, ale także na przykład modernizacji naszych sił zbrojnych poprzez współpracę z Amerykanami czy generalnie temu, żeby nowe kraje członkowskie uzyskały większe poparcie NATO.

Abyśmy otrzymali nowy plan obronny - taki, jakim są objęci starzy członkowie, państwa zachodnie. Od lat wiedzieliśmy, że jesteśmy członkiem NATO drugiej kategorii. Nie chciano wierzyć pewnym ekspertom, między innymi mnie. Uważano, że takie twierdzenia to gruba przesada, a NATO i Unia Europejska gwarantują Polsce bezpieczeństwo. Po latach nasze niedoceniane hipotezy się potwierdzają.

(wywiad dla "Polski The Times")

Śledź(0)

Adres śledzenia tego komentarza

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS tego komentarza

Napisz komentarz

mniejsze | większe

busy

Publicystyka