„Polacy są dziwnym narodem”… | Opinie

Społeczeństwo - Opinie

AddThis Social Bookmark Button

Flaga Polska z orłemFatalny stan polskiego państwa i destrukcja jakiej poddaje się naród jest tak znacząca, iż w dostrzegalnej perspektywie niektórzy wieszczą wręcz „Finis Poloniae”. Liczna, a z pewnością hałaśliwa, jest rzesza tych, którzy chcieliby zrealizować tę wizję i skończyć z „nienormalną polskością”. Mają nieograniczone środki, pieniądze, koncerny medialne, tłumy utytułowanych klakierów, wsparcie z zagranicy. Udało się im przekonać sporą grupę, że: „piękniejsza od Polski jest ucieczka od Polski, tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej …”. Nieustannie majstrują nad społeczną pamięcią, bo zbyt wielu nadal ma jeszcze przed oczyma obrazy, jak tę „przegraną, brudną i biedną” ziemię całował Jan Paweł II, jak mówił: „To jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna!”, jak przestrzegał: „Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać!”.

Nie posłuchano tych słów. Zastąpiono je hasłami III RP: „pierwszy milion trzeba ukraść”, „wybierzmy przyszłość” czy „róbta, co chceta”. Szelest banknotów zagłuszył niejedno sumienie, a głupkowaty rechot refleksje nad kondycją polskiego ducha. Odgrodzili się pogardą od narodu, nienawidzą go, gdyż w konfrontacji z jego historią, dokonaniami widać ich małość. Dlatego pozostaje im destrukcja. Uderzają w fundamenty: rodzinę, Kościół, burzą system wartości, próbują rozerwać międzypokoleniową więź, łączący Polaków kod kulturowy.

Byli już tacy, którzy szli tą drogą i zaszli dalej. Przez ponad wiek Polski nie było na mapach Europy, ale z tego doświadczenia nasi przodkowie uczynili źródło siły i nadziei.

Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński tłumaczył: „Polacy są dziwnym narodem. Właśnie wtedy, gdy im trudno, gdy mają wielkie przeciwności zdobywają się na potężne wysiłki. Jest coś w Narodzie polskim, że właśnie wtedy, gdy mu ciężko, mobilizuje wszystkie siły i zwycięża. Nasi wieszczowie, wśród nędzy i biedy, niekiedy wyniszczeni przez gruźlicę, jak Słowacki i Chopin, gromadzili wielkie energie duchowe dla odnowy Narodu. Podobnie zryw w roku 1918, w 1939, w 1944 i 1945 czerpał z męki naszych ojców, z twórczej mocy i energii duchowej wieszczów narodowych. Żył duchem Ewangelii Chrystusowej, w której wypowiadaliśmy naszą wiarę w zmartwychwstanie. Brał z przykładu Matki Boga, która wytrwała pod Krzyżem i pod Krzyżem okazała się wielka. I naród polski zazwyczaj pod krzyżem okazywał się wielki, wspaniały i potężny. Kto by wątpił w jego możliwości, niech starannie studiuje historię”.

Ale oni nie chcą wielkiej Polski i stąd też ta walka z krzyżem, z pomnikami, z tradycją, z „gromadzeniem wielkich energii duchowych dla odnowy Narodu”.

Tymczasem jednak praca nad jego odnową już trwa. Powstają coraz to nowe inicjatywy, środowiska – długo by wymieniać. W wysiłku tym uczestniczy kilka milionów Polaków, to przyniesie owoce. „Człowiek ze swej natury jest istotą niecierpliwą. Chciałby natychmiast widzieć wyniki swoich pragnień i działań. Tymczasem »młyny Boże mielą powoli«. W czasach nieszczęść i klęsk naród szukał i szuka oparcia u Boga. I słusznie czynił i czyni” – napisał nieżyjący już krakowski historyk Antoni Franaszek.

Na chrześcijańskim fundamencie budowali ci, którzy kształtowali naszą narodową historię: od Mieszka I, św. Stanisława, św. Jadwigi Królowej, ks. Piotra Skargi... Z krucyfiksem w dłoni wyruszał ks. Ignacy Skorupka przeciwko bolszewikom w 1920 roku. To spod papieskiego krzyża w Warszawie, w czerwcu 1979 roku, Polacy doszli do sierpniowego zwycięstwa w Gdańsku, któremu towarzyszył krzyż, różańcowa modlitwa, obraz Matki Bożej… a potem było świadectwo bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Żyją jeszcze miliony Polaków pamiętających czas tej wielkości.

Dzisiaj potrzeba nam spojrzenia na nasze dzieje w dłuższej perspektywie. Nie jednej kadencji, ale pokolenia, a może wielu. Nim komunistyczna kula dosięgła młodziutką Danutę Siedzikównę „Inkę”, jej troską było, aby babcia dowiedziała się, że zachowała się „jak trzeba”. Zamordowana, skazana na zapomnienie, dopiero ponad pół wieku później trafiła do narodowego panteonu. Taki los stał się udziałem niezłomnych Żołnierzy Wyklętych. Jeden z nich, 86-letni dziś porucznik Wacław Szacoń „Czarny”, skazany na czterokrotną karę śmierci, więziony do 1956 roku, mówi, że dzisiaj największym wzruszeniem są dla niego spotkania z młodzieżą i przywrócenie przez nią pamięci o jego towarzyszach broni: „Zaporze”, „Uskoku”, „Lalku”… „Dotąd, nawet wiele lat po 1989 roku, żyłem w przekonaniu, że jak odejdziemy, jednocześnie zabierzemy ze sobą świat wartości, który nas kształtował: wierność Bogu i Ojczyźnie, że wszystko zniknie w niepamięci, że jesteśmy już ostatni…. Teraz jestem spokojny, bo to młodzież przywróciła pamięć” – tłumaczy.

Podobna historia już się kiedyś wydarzyła. Garstka żyjących jeszcze legionistów – „weteranów, sanacyjnej, faszystowskiej Polski” – od lat gromadziła się na skromnych Mszach św. odprawianych dla nich w Katedrze Wawelskiej przy bocznym ołtarzu pod krzyżem królowej Jadwigi przez ks. Kazimierza Figlewicza, zawsze na opłatku przyjmował ich też ks. kard. Karol Wojtyła. Było ich 30–40, co roku mniej. Nagle dołączyło do nich zaledwie kilkoro licealistów, studentów, którzy od tych staruszków usłyszeli prawie te same słowa, że myśleli, iż są ostatni i z nimi skończy się pamięć o Niepodległej. Nie spodziewali się, że ich idee przejmie młodzież. Był 1971 czy 1972 rok. Teraz mogli spokojnie odejść na wieczną wartę… Ich dzieło w nowych warunkach podjęło kolejne pokolenie. Tak będzie i tym razem. Możemy być spokojni mądrością Prymasa Tysiąclecia: „Polacy są dziwnym narodem…”

dr Jarosław Szarek

 

Śledź(0)

Adres śledzenia tego komentarza

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS tego komentarza

Napisz komentarz

mniejsze | większe

busy

Publicystyka