Stadion Narodowy został otwarty. Inaugurację relacjonowali telewizyjni dziennikarze z podobną emfazą w głosie, jaką epatował spiker z okresu PRL, który triumfalnie obwieszczał telewidzom, że "w porcie gdańskim jest już transport pomarańczy z Kuby". Minister sportu Joanna Mucha i szef Narodowego Centrum Sportu Rafał Kapler spijali piankę z wydarzenia stulecia, bo przecież najnowocześniejszy sportowy obiekt w kraju to ich zasługa i miłościwych rządów Platformy Obywatelskiej. Tymczasem nasz tygodnik postanowił zgodnie z duchem siermiężnego krytycyzmu i niekonstruktywnego rzucania kłód pod nogi ekipie Tuska zadać kilka pytań: co tak naprawdę zbudowano; za ile; kto na tym zarobił i ile nas będzie kosztowało utrzymanie tego "Koloseum" w przyszłości?
Na razie trudno nazwać stadionem piłkarskim coś, na czym nie da się grać w piłkę nożną, m.in. z powodu braku trawy. Dlaczego na otwarciu zabrakło zieleni? Niedawno Rafał Kapler, szef Narodowego Centrum Sportu, które zarządza stadionem, odpowiadając na to pytanie, stwierdził bezczelnie, że nie jest ogrodnikiem i nie wie. Z ponad półrocznego poślizgu także nie było się komu tłumaczyć, a Stadion Narodowy miał być gotowy na 30 czerwca zeszłego roku. Tyle że najpierw pojawiły się problemy ze schodami prowadzącymi na trybuny (przez wady konstrukcyjne mogły się zawalić), a potem okazało się, że trawa... nie będzie rosła z powodu złego naświetlenia płyty boiska. Trzeba było zmienić projekt. W tym czasie okazało się, że po opadach deszcz wlewa się do niektórych pomieszczeń, a rozkładany dach może działać tylko przy temperaturze powyżej zera… - W połowie grudnia ogłosili, że stadion został oficjalnie oddany do użytku. I co? Grają tam piłkarze? Odbywają się koncerty? Nie! Bo nie ma płyty, a dach się nie zsuwa. - To jest skandal! – grzmiał wówczas poseł Tomaszewski. - To tak, jakby producent samochodów wypuścił auto, które nie ma silnika albo kół. Złożyłem już w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury Warszawa-Śródmieście. Nie dziwię się, że władza podnosi podatki i ściąga pieniądze od najuboższych. Bo przecież trzeba jakoś spłacić ten narodowy bubel - mówił legendarny bramkarz polskiej reprezentacji. Tymczasem już dzień po tym, jak z wielką pompą otwarto Stadion Narodowy, okazało się, że przedstawiciele policji, straży pożarnej i sanepidu negatywnie zaopiniowali rozegranie na nim meczu o piłkarski Superpuchar pomiędzy Wisłą Kraków i Legią Warszawa, który zaplanowano na 11 lutego. Na razie pozytywną opinię na temat organizacji spotkania wyraziło tylko pogotowie ratunkowe. - A to za mało - powiedział naczelnik wydziału imprez masowych i zgromadzeń publicznych w Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego m.st. Warszawy Mirosław Szymanek.
Niedawno "Nasza Polska", podsumowując “sukcesy” rządów PO, pisała, że "dopiero w sierpniu 2008 r. minister Mirosław Drzewiecki zdecydował się zdymisjonować szefa Narodowego Centrum Sportu (nadzorującego budowę Stadionu Narodowego w Warszawie) Michała Borowskiego, mimo że od dłuższego czasu prasa pisała o jego niejasnych interesach. Z kolei we wrześniu rozstrzygnięto przetarg na realizację pierwszego etapu budowy Stadionu Narodowego, który wygrała firma Pol-Aqua, posiadająca bardzo wyraźne koneksje polityczne (w Radzie Nadzorczej zasiadają m.in. były wicepremier Janusz Steinhoff, były dowódca GROM gen. Sławomir Petelicki i były szef Sztabu Generalnego WP gen. Leon Komornicki)". Oprócz firmy Pol-Aqua Stadion Narodowy budowany był głównie przez konsorcjum firm – Alpine Bau Deutschland AG, Alpine Bau GmbH i Alpine Construction Polska Sp. z o.o., Hydrobudowa Polska SA i PBG SA. Warto przypomnieć, że prezes Hydrobudowy Polska SĄ, Jerzy Ciechanowski, nie wywiązał się z otrzymanego w 2002 r. z kontraktu na budowę stadionu w Poznaniu. Doprowadził do upadku MAXER SA (dawniej ENERGOPOL-7 POZNAŃ SA) i zwolnienia 1500 osób. Z Maxeru trafił do PBG wraz z lukratywnymi kontraktami Maxera na poznańskim stadionie, Orlenie, wojsku i w RZGW na budowie stopnia wodnego Malczyce na Odrze. Wdzięczny prezes PBG mianował Ciechanowskiego prezesem słabej Hydrobudowy Śląsk, przez lata budującej coraz drożej skocznię w Wiśle Malince. Po połączeniu Hydrobudowy Śląsk z Hydrobudową Włocławek powstała Hydrobudaowa Polska SA. Z nią Ciechanowski wygrał przetarg na dokończenie budowy stadionu miejskiego w Poznaniu. Natychmiast zażądał 100 mln zł więcej za budowę i Ryszard Grobelny prezydent Poznania kwotę tę przyznał. W zeszłym roku agenci CBA odwiedzili Hydrobudowę w związku z realizacją budowy stadionu w Poznaniu. Śledztwo ma wyjaśnić, czy miasto straciło pieniądze na tej inwestycji.
Za budowę Stadionu Narodowego odpowiada Narodowe Centrum Sportu zarządzające kompleksem obiektów sportowych, budowanych na terenach otoczenia byłego Stadionu Dziesięciolecia. Kierowanie NCS okazało się bardzo lukratywną posadą. Poseł Jan Tomaszewski pisał, że "prezes Narodowego Centrum Sportu, Rafał Kapler, w 2010 r. otrzymał na rękę 62,5 tys. zł nagrody, a jego dwaj »wickowie« po 20,2 tys. zł premii netto. Na pytanie, dlaczego za spartoloną robotę zostały przyznane tak ogromne pieniądze, minister sportu Adam Giersz stwierdził, że wynikają one z umów". - Ciekawe, kto w imieniu rządu RP za pieniądze podatników podpisał takie lukratywne kontrakty? Warto również wyjaśnić, czy zapowiadany na wniosek oburzonego premiera zwrot ponad 100-tysięcznych nagród, przydzielonych przez byłego ministra-hazardzistę Miro D. prezesom spółki Euro 2012, został zrealizowany - pytał Tomaszewski. Przewodniczącym Rady Nadzorczej NCS został człowiek Platformy Obywatelskiej Krzysztof Zalibowski. - Wiedziałem, że Krzysztof Zalibowski jest z Platformy. Radę nadzorczą mianuje minister sportu, ale do tej nominacji nie mam zastrzeżeń. Zalibowski to doświadczony menedżer - przekonywał Rafał Kapler, prezes NCS. Zalibowski zapewne z powodu swoich licznych talentów i nieograniczonego czasu został także prezesem PGE Electra, spółki-córki PGE oraz przewodniczącym Rady Nadzorczej PGE Zamojskiej Korporacji Energetycznej. Obstawianie ludźmi PO instytucji decydujących o najbardziej lukratywnych przetargach nie budzi zastrzeżeń polityków PO. - To pracowity i mądry człowiek. Na pewno będzie dobrym prezesem Electry - zachwalał Zalibowskiego były senator PO z Radomia, dziś wojewódzki inspektor transportu drogowego, Andrzej Łuczycki.
"Portugalczycy na najdroższe, najbardziej efektowne stadiony na Euro 2004 wydali po 100–150 mln euro. Tymczasem stadiony w Gdańsku i Wrocławiu będą kosztować 180–200 mln euro, a Stadion Narodowy ponad 300 mln euro. Nawet gdyby przynosiły na czysto po 10 mln zł zysku rocznie, na nominalny zwrot zainwestowanych pieniędzy trzeba by czekać co najmniej 70-80 lat" - pisali w zeszłym roku dziennikarze "Newsweeka". Dzisiaj wiadomo już, że koszt budowy Stadionu Narodowego był dużo większy. Obiekt kosztował życie trzech ludzi i niemal dwa miliardy złotych. Eksperci różnią się co do oceny rentowności tego przedsięwzięcia. Optymiści przewidują roczne zyski Stadionu Narodowego w wysokości 10 milionów, a pesymiści wróżą straty na poziomie 50 milionów złotych. W każdym razie wiadomo już, że zainwestowane w stadion dwa miliardy przyniosłyby większy zysk, gdyby nawet odłożyć je na procent bankowy. Triumfującym politykom Platformy warto przypomnieć, że koszty wybudowania tego obiektu były bardzo wysokie (w porównaniu z tego typu inwestycjami zagranicznymi), zwłaszcza jeżeli uwzględnimy w tym brak odpłatności za grunty na których stoi stadion. W Portugalii rozważa się burzenie stadionów, które wybudowano na mistrzostwa piłkarskie Euro 2004. Miasta Leira i Aveiro mają pilniejsze potrzeby niż permanentne dokładanie po milion euro miesięcznie do stadionów, na które nikt nie chce przychodzić. Tymczasem nasi politycy wydają się niezbyt troszczyć o przyszłość swojego “Koloseum”. Warto dodać, że głównym dochodem takich obiektów jest sprzedaż biletów na imprezy sportowe, a o ile piłka portugalska stoi na wysokim poziomie, to mecze naszych "kopaczy" już takich tłumów przyciągać raczej nie będą. Z utopionych przez Portugalczyków pieniędzy wnioski wyciągnęli Szwajcarzy, którzy z okazji Euro 2008 nie wybudowali żadnego stadionu – powiększyli tylko i zmodernizowali istniejące i te przystawki natychmiast po mistrzostwach zdemontowali. Oczywiście polski rząd mógł za kwotę przeznaczoną na stadion wybudować 4000 tysięcy mieszkań i z samego czynszu czerpać zyski do skarbu państwa około 10 razy wyższe niż ze Stadionu Narodowego (zakładając wersję optymistyczną, że do "Koloseum" nie będziemy dopłacać). Jednak - jak napisał na swoim blogu Janusz Korwin-Mikke: "To wszystko nie jest argumentem za tym, by Stadionu nie wybudować; można wybudować – trzeba tylko powiedzieć uczciwie, że mamy chęć wywalić na to kilka miliardów – bo stać nas na taką fantazję! I nie mydlić oczu twierdzeniami, że »na tym zarobimy«".
Robert Wit Wyrostkiewicz
Dzięki wsparciu minister Joanny Muchy nowym wiceszefem Centralnego Ośrodka Sportu został Marek Wieczorek. Jak ujawnił serwis wprost.pl, Wieczorek jest właścicielem lubelskiego salonu fryzjerskiego, z którego usług korzystała posłanka Platformy Obywatelskiej, minister sportu Mucha.
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze "Naszej Polski" Nr 6(849) z 7 lutego 2012 r.