Niektórzy historycy wskazują, że historia Polski ostatnich wieków przypomina historię Izraela. Rzeczywiście - według lekcji 1 Mch 4, 36-59 - Żydzi w II w. przed Chrystusem są pod okrutnym panowaniem pogańskich Seleucydów, którzy zniszczyli im Jerozolimę i zbezcześcili ich duszę: świątynię, narzucili swój kult pogański, poglądy, obyczaje i prawa. Toteż pewna część Żydów wznieciła powstanie przeciwko prześladowaniu religii i hellenizacji. Juda Machabeusz w roku 163 przed Chrystusem wyzwolił Jerozolimę, odsunął zdrajców, odbudował świątynię ze zniszczeń, oczyścił ją z fałszywego kultu i poświęcił na odbudowę ducha narodu. Czy nie tak samo było u nas z "Solidarnością"?
Za sto lat jednak Judeę zajęli pogańscy Rzymianie i po latach tożsamość Żydów i ich kultu znowu zaczęła słabnąć. Za czasów Chrystusa świątynia przemieniała się w świeckie targowisko i w ślad za tym zatarła się również wizja Mesjasza. Toteż Chrystus ukazuje swoje mesjaństwo przez oczyszczenie świątyni: "Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców" (Łk 19, 46; "targowisko" J 2, 16). I tak odtąd już Chrystus oczyszcza każdy dom i każdy naród.
I oto z poświęcanego solidarnościowego sztandaru naszego Uniwersytetu Medycznego w Lublinie odczytujemy, jakby z jakiegoś dysku historycznego, tak wiele z naszej i "Solidarności" historii: niewola pod butem pogan, bohaterski zryw polskich Machabeuszy, "Machabeuszek" i oczyszczanie domu polskiego. Z 21 postulatów strajkowych z 17 sierpnia 1980 r. nie można odczytywać tylko problemów płacowych i cenowych, jak chcą ludzie mało gramotni, choć te sprawy są istotne. Trzeba umieć stosować właściwą egzegezę głębi. Chodziło o pewne nawiązanie dialogu między partią a oszukiwanym ciągle społeczeństwem. Żądano godnego życia pracownika polskiego i odrzucenia walki klas.
Chodziło o podmiotowość pracownika: prawną, obywatelską i polityczną, czego żądają dziś imitacje "Solidarności" w Rosji, na Białorusi, w Chinach, Ameryce Łacińskiej, na Kubie, w niektórych krajach afrykańskich i gdzie indziej. "Solidarność" stawiała też od początku postulat wolności Polski, choć KOR już 26 września 1980 r. zaczął jej zarzucać nacjonalizm, ksenofobię i antysemityzm, co potem przekształciło się w otwarty ruch antypolski w klasycznym sensie.
I wreszcie niezmiernie ważna była obecność kapłanów wśród strajkujących. Msza Święta, spowiedź, obrazy Matki Bożej i Jana Pawła II wskazywały, że świat robotniczy w Polsce wiąże się z Kościołem i katolicką nauką społeczną. Jednak liberałowie, lewica, grupa "różowa" i pewne mniejszości, choć w stanie wojennym kryły się pod skrzydłami Kościoła, to po Magdalence wystąpiły przeciwko Kościołowi, zrazu w sposób zakamuflowany, a z czasem już w sposób przewrotnie zorganizowany, z założeniem, że Polska nie może być związana z Kościołem, który jest sprawą prywatną, a państwo polskie jako państwo powinno być ateistyczne. Forsowana jest formuła unijna pochodzenia masońskiego i marksistowskiego, że religia jest sprawą prywatną i indywidualną, a Kościół nie ma nic do polityki i całego forum publicznego. Idą za tym nieraz nawet niektórzy nierozważni duchowni i teologowie. Ale formuła ta zawiera dwa absurdalne błędy. Po pierwsze, zgodnie z nią świeccy katolicy, którzy stanowią Kościół, mogą być katolikami tylko prywatnie, a w życiu politycznym i publicznym muszą się zachowywać jak ateiści. Może to prowadzić do samych absurdów w życiu, np. że katolik nie może mieć krzyżyka na klapie, idąc ulicą, bo jest to przestrzeń państwowa. W każdym razie żądanie wyrzucenia krzyży odnosi się w konsekwencji do całego życia. Po drugie, z życia publicznego: gospodarczego, społecznego, państwowego, politycznego, kulturalnego, musi zostać usunięta tradycyjna etyka religijna, a na jej miejsce powinna być wprowadzona pluralistyczna etyka ateistyczna, formułowana przez świeckie czynniki publiczne.
Wielkie idee "Solidarności" dopełniały współpracujące z nią środowiska naukowe i studenckie, które żądały autonomii wyższych uczelni, wolności nauki i słowa, tolerancji, polskiego charakteru państwa i kultury, przyjaźni między narodami oraz szerokiego i uniwersalistycznego myślenia. Do strajku ogólnopolskiego 18 listopada 1981 r. dołączyły w Lublinie uczelnie: Akademia Medyczna, Akademia Rolnicza, Katolicki Uniwersytet Lubelski, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, a także Politechnika Lubelska i lubelska oświata. I nie da się zapomnieć tych barw strajku studenckiego: jakaś barwna i żywa inscenizacja problemów Polski, wzajemna komunikacja, solidarność, pomysłowość, błyskotliwość, twórczość okolicznościowa i ten kojący humor: "Najlepszym lekarstwem na łupież jest gilotyna", "Kartka zaopatrzeniowa na wolność przekonań", "Anulowana kartka na środki masowego przekazu" i inne. Dziś oddajemy wielki honor i tamtym studentom, i profesorom, i dzisiejszemu pokoleniu tej samej idei.
Pamiętam, jak 1 lipca 1980 r. po drastycznej podwyżce cen mięsa wybuchł strajk w Polskich Zakładach Lotniczych w Świdniku i od razu przeniósł się na większe zakłady Lublina, a nawet na kolej. Niezwykłe przeżycie: powaga sytuacji, ekscytacja, ale i podniosłość, prostowanie karku, wrażenie pękania kajdan, coś z atmosfery powstania i to dostrzeganie w każdym człowieku rodzonego brata. Można powiedzieć za Pismem Świętym: "Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich" (Dz 4, 32). Ten strajk stał się wkrótce iskrą dla Gdańska, Szczecina, Jastrzębia i innych ośrodków. Dawał też mądry wzór: był on okupacyjny, całościowy, dobrze zorganizowany, z zarządem, ściśle zjednoczony, tworzący jedną rodzinę, a ponadto ustrzegł się zinstrumentalizowania przez siły zewnętrzne, zwłaszcza przez "różowych reformatorów". To ostatnie zrozumiałem, gdy uczestniczyłem w listopadzie 1981 r. w ogólnoeuropejskim kolokwium w Watykanie "Wspólne korzenie chrześcijańskie narodów Europy". Kolokwium wyrosło z ducha "Solidarności", pod patronatem Papieża Jana Pawła II, który chciał nie dopuścić do eliminowania chrześcijaństwa i kategorii narodu z jednoczącej się Europy. Mimo to nie przybył na nie zaproszony ks. bp Ignacy Tokarczuk, który jako socjolog zauważył, że w Polsce już pewne siły wewnętrzne i zewnętrzne planują posłużyć się "Solidarnością" na niekorzyść Polski i Kościoła. Dziś widzimy, że istotnie niektóre ośrodki i partie starają się to czynić już otwarcie. I chce się "Solidarność" bardzo osłabić, podporządkować obcej ideologii, a nawet zniszczyć jako wroga rzekomo nowoczesnej Polski. Jednocześnie dla celów wyborczych lub propagandowych niemal każdy polityk łże, iż był czy jest z "Solidarnością" związany.
Dziwnym biegiem historii świat, któremu "Solidarność" się przeciwstawiła, powrócił znowu niemal w identycznej postaci, w postaci marksizmu, choć zmutowanego. I ten świat dąży do wykluczenia "Solidarności" z polskiego życia społeczno-politycznego: z promowania świata pracowniczego, którego sam nie ceni, z wiązania się z Narodem, całą tradycją, klasycznymi wartościami, z moralnością chrześcijańską i z Kościołem. Otóż nierozważni i utopijni inżynierowie Europy w 1991 r. zamknęli okres Wspólnoty Europejskiej, a od roku 1992 ustanowili Unię Europejską opartą na zanegowaniu całej duchowej tradycji i kultury, na odrzuceniu wyższych wartości wraz z etyką chrześcijańską i na społecznym ateizmie.
Jako chrześcijanie próbowaliśmy się bronić. W październiku 1991 r. trzy ośrodki: Katolicki Uniwersytet Lubelski, Instytut Filozofii w Hanowerze i Instytut Katolicki w Paryżu urządziły, m.in. i z moim udziałem, wielkie sympozjum w Hanowerze na temat "Europa marzeń". Pracowaliśmy nad koncepcją Zjednoczonej Europy, a głównie nad miejscem i rolą religii chrześcijańskiej w tej koncepcji Unii. Nie wiedzieliśmy jednak, że eliminacja chrześcijaństwa z UE jest już prawnie przesądzona. Toteż i nasze głosy zostały całkowicie zignorowane przez nasze trzy państwa, a i władze chrześcijańskie były całkowicie bierne.
Ale na samym sympozjum zauważyłem pewną zdradę. A mianowicie po stronie niemieckiej i francuskiej zaczęły się pojawiać ciche głosy, że jeśli nowa Europa odrzuci chrześcijaństwo, to trzeba by myśleć może o jakiejś "nowej religii unijnej" (P. Koslowski, K. Kremkau). Natomiast mniej radykalni później (Michael Novak, ks. Józef Tischner, ośrodek krakowski) będą kierowali się w tym względzie ku idei, żeby chrześcijaństwo, głównie katolicyzm, gruntownie zreformować tak, iżby go łaskawie przyjął liberalizm zachodni. Dopiero wtedy zrozumiałem, dlaczego i w Polsce rozwinęły się ośrodki "reformujące" Kościół w kierunku liberalizmu i atakujące katolicyzm w całości prawowierny i przyjmujące dekalog dochodzący aż do kompromisu. I zrozumiałem, dlaczego rozwinął się taki wściekły atak liberałów, zarówno niekatolickich, jak i katolickich, na przeciwne liberalizmowi medium toruńskie uważane za głównego wroga europeizacji i liberalizacji Polski. Zresztą jest to tylko jeden z odcinków światowego frontu walki antykościoła z Kościołem katolickim na całym świecie.
Przy tym okazuje się, że ateizacja, demoralizacja i negacja kultury klasycznej przyczyniają się do degradacji całego życia, także państwowego, społecznego i nawet gospodarczego (Benedykt XVI). Odraża człowieka jakaś szalona pycha liberałów. Mój Boże! Ileż wyżej duchowo i moralnie stały liczne pradawne państwa religijne. Toteż szkoda, że pędząc za niektórymi korzyściami gospodarczymi, nie wiedzieliśmy, że trzeba się bronić przed obłędną ideologią, która nam niszczy całą kulturę duchową, a w konsekwencji i materialną. Nawet i wielu znaczącym ludziom "Solidarności" wmówiono, że ich związkowi, podobnie jak i Kościołowi, "nie wolno się mieszać do polityki", czyli robotnikom i wszelkim pracownikom nie wolno gospodarować Polską ani wpływać na jej losy, choć sama praca jest istotnym czynnikiem politycznym w państwie. Zresztą według zamysłu budowniczych Unii także żadnemu mniejszemu państwu "nie wolno się mieszać do polityki ogólnounijnej".
Wracając do sztandaru, zdajemy sobie sprawę, jak wielkie ma znaczenie przyjęcie idei i ducha "Solidarności" przez świat lekarski i w ogóle medyczny, który był zawsze jedną z podstawowych struktur społecznych i ma charakter naturalno-religijny, gdyż lekarz współpracuje z Bogiem Stwórcą, choćby sam był niewierzący. Już jeden z najstarszych mitów sumeryjskich, może z VIII tysiąclecia przed Chrystusem, mówi, że w raju "Dilmun" było 8 roślin leczniczych, obsługiwanych przez istoty mające moc boską. I nasz świat medyczny ma dużo z owej niezwykłości: godność, kompetencje, służebność, ofiarność, żelazną pracowitość i wielki zmysł społeczny. Stąd jest naszą chlubą.
Niemniej Polska tak wiele zawdzięcza związanej z Kościołem polskiej "Solidarności" i wszystkim Polakom jej ducha. Po rozchwianiu, a nawet i zrujnowaniu przez liberałów i postmarksistów niemal wszystkich struktur społecznych tylko "Solidarność" się ostała, i choć osłabiana, stanowi mocny filar społeczeństwa, państwa i Kościoła. Mówi się, że gdyby nie Cud nad Wisłą, to bylibyśmy republiką sowiecką. Ale coś takiego trzeba powiedzieć również i o "Solidarności", że gdyby nie "Solidarność" i jej zwolennicy, to bylibyśmy także, z atawistycznego serwilizmu lewicy, jednym z państw Federacji Rosyjskiej, choć może Niemcy by nas wykupili na kolonię dla siebie ze względu na Ziemie Odzyskane, jak kiedyś Ameryka kupiła Alaskę, a potem kanclerz Helmut Kohl wykupił NRD.
***
"Solidarności nasza"! Nadchodzą znowu ciężkie dni, jakby powraca rok 1981 ze swoim stanem wojennym. Znowu Polska staje się bezwolna i jest poniewierana przez swoje dzieci wyrodne i przez obcych, niemal codziennie poniewierany jest Kościół katolicki, negowana jest moralność chrześcijańska i bezczeszczona jest kultura, historia i tradycja polska, wyrzucany jest Orzeł Biały przez "czcicieli" euro. Media kłamią na potęgę jak w stanie wojennym, to samo robią politycy i władze. Ogólny chaos, zamęt, cynizm, pycha bogaczy i zwycięzców, głupota, obłuda, demencja i szał niszczenia. Ani prawo, ani wyższe wartości publicznie nie funkcjonują na ogólnym forum państwowym, a jedynie - jak na razie - w ośrodkach lokalnych, jak w "Solidarności", w parafiach i innych bazowych wspólnotach. Wielkie akty polityczne, jak wybory, są jakąś niezrozumiałą kotłowaniną, zbiorowym oszustwem i kuglarstwem, dzięki którym dochodzą do władzy nawet elementy zgoła negatywne lub i niezrównoważone. W rocznicę odzyskania przez nas niepodległości są zwabiani do stolicy bojówkarze niemieccy, którzy ze znakami polskimi biją bezkarnie Polaków świętujących swoją niepodległość, a potem oskarżają Polaków, że to oni ich bili i znieważali... Bez Boga i bez prawdziwej moralności rodzi się totalny obłęd. Tymczasem Polakom często brakuje pogłębionej świadomości i refleksji nad istotą sytuacji społecznej i jej ideowymi uwarunkowaniami.
"Solidarności polska"! Wspomnij na swoje powołanie, realizuj wszystkie swoje zadania i podejmuj raz jeszcze swoją wielką rolę dziejową! O to woła i ten sztandar i o to wszyscy tu się modlimy.
Przemówienie wygłoszone podczas poświęcenia sztandaru "Solidarności" Uniwersytetu Medycznego w 30. rocznicę strajku wyższych uczelni lubelskich.
Ks. prof. Czesław S. Bartnik