Unia wprowadza embargo na ropę z Iran
Ceny na rynku paliw po prostu szaleją. Kierowcy zwołują się przez Internet, żeby protestować przeciwko postępującej drożyźnie na stacjach benzynowych, tankują paliwo za jak najmniejsze kwoty, przejeżdżali przez Warszawę w żółwim tempie, kierując się pod Sejm, Kancelarię Premiera i Belweder. Rząd do 1 stycznia br. miał prawo w drodze rozporządzenia obniżyć podatek akcyzowy zawarty w paliwach na trzy miesiące, teraz przepisy unijne tego nie zezwalają, ale mógłby wystąpić do Brukseli o takie zezwolenie. Jak nam wiadomo, uczyniły to już inne kraje UE, bo czasy na ceny paliwa nadeszły wyjątkowo ciężkie, uderzając w gospodarki. Premier Donald Tusk powiedział na konferencji prasowej, że na ekwilibrystykę akcyzową mamy czas, powinniśmy się skupić na trzymaniu złotówki za włosy w stosunku do dolara, bo wtedy przynajmniej import surowca będzie tańszy, ale w jaki sposób ma to zrobić obywatel Kowalski, jeżeli trudności z “utrzymaniem złotówki” na zadawalającym poziomie ma obywatel - premier Tusk, który rządzi?
Do Polski importujemy ok. 25 mln ton ropy rocznie, w ubiegłym roku koszt tego importu doszedł prawie do trzech miliardów dolarów. Ropa droższa o dolar, to pół miliona dolarów w Polsce mniej każdego dnia. Perspektywa nie jest różowa, paliwa nie stanieją. Mogą dalej drożeć i nikt nie ma pojęcia, gdzie się znajduje górna granica podwyżek. Bez sensu jest podnoszenie larum, że benzyna bezołowiowa zdąża nieuchronnie na polskich stacjach benzynowych do 6 zł za litr i może przebić tę cenę, a olej napędowy ją dystansuje – dla porównania i zwiększenia goryczy dodajmy, że w Stanach Zjednoczonych za litr benzyny kierowcy płacą ciągle poniżej 3 zł.
Niedługo oczy kierowców mogą się zrobić jeszcze bardziej okrągłe, kiedy zobaczą, o ile więcej znów muszą zapłacić za tankowanie. Kilka dni temu państwa Unii Europejskiej porozumiały się w sprawie stopniowego wprowadzenia embarga na ropę z Iranu (długoterminowe kontrakty mają przestać obowiązywać od 1 lipca). Kara spadnie rykoszetem także na samą UE, w której jesteśmy, nie ma mowy, żebyśmy nie ucierpieli.
Unia kupuje dziennie ok. 450 tys. baryłek irańskiej ropy (baryłka = ok. 159 litrów). Najmocniej związane z dostawami irańskimi są przeżywające kłopoty finansowe Grecja, Włochy i Hiszpania. UE liczy, że OPEC, czyli Organizacja Krajów Eksportujących Ropę, zwiększy wydobycie i zdoła pozyskać więcej tego surowca z Arabii Saudyjskiej, Iraku, może nawet z Libii, w której zwolennicy obalonego i zabitego Kadafiego podnoszą głowy, a nowe władze nie mogą sobie poradzić z uzbrojonymi, agresywnymi grupami, które nie oddały broni.
UE zakaże także większości transakcji finansowych z irańskim bankiem centralnym, zamrozi aktywa kolejnych irańskich firm, wydłużona została lista irańskich notabli, które do UE nie otrzymają wiz. Prawdopodobnie jakieś rozmowy z przedstawicielami OPEC się odbyły, bo gdyby nie - embargo “na Iran” mogłoby poskutkować strzeleniem sobie w kolano. Kartel produkuje ok. 40 proc. światowej ropy, Iran jest jego członkiem i ma czwarte miejsce w produkcji ropy na świecie, produkuje jej dziennie 4,09 mln baryłek, po Arabii Saudyjskiej 10,37 mln baryłek, Rosji (9,27) i Stanach Zjednoczonych (8,69). Do UE Iran eksportuje 20 proc. swojej produkcji, zależy mu na zbycie. Unii z kolei zależy na ropie.
Prezydent Iranu - Mahmud Ahmadineżad - zapowiada, że zrobi nie tylko UE kuku i w odpowiedzi na restrykcje zablokuje cieśninę Ormuz, wąski pas morski między Iranem i Omanem, przez który przepływa dziennie 16 mln baryłek strategicznego surowca i wywoła szok cenowy na światowym rynku ropy. Na taką groźbę wtrącili się Amerykanie, informując, że na blokadę destruktywnie wpływającą na globalną gospodarkę Iranowi nie pozwolą. Unia w sprawie Iranu zajmowała dotąd stanowisko krytyczne, ale tylko werbalnie.
Bruksela mocno Iran potępiała, jak to formułowano “za nielegalne prowadzenie programu atomowego w celu zdobycia broni jądrowej”. Iran zaprzeczał, że celem jego prac atomowych są bomby, jednocześnie grożąc Izraelowi, że zmiecie ten kraj z powierzchni. UE ma teraz przejść od słów do działania, które premier Izraela Beniamin Netanjahu pochwalił, zastanawiając się jednak głośno, czy embargo wystarczy? Z kół wojskowych Izraela dochodzą głosy, że to państwo być może zostanie zmuszone, żeby wziąć swój los we własne ręce i zbombarduje irańskie instalacje. Za długo nie może czekać.
Iran przeprowadził ćwiczenia wojskowe w pobliżu Afganistanu “w celu wzmocnienia bezpieczeństwa wzdłuż swoich granic”. Informuje, że prowadzi produkcję wzbogaconego uranu, ponieważ chce uruchomić elektrownie atomowe. Irańczycy mieszkający w Polsce uważają, że od samych gróźb - w tym wypadku Ahmadineżada – jeszcze nikt nie umarł. Izrael – przekonują - jest bezpieczny, czegoś chcą od Iranu. Poza tym, co to znaczy, że nasz program atomowy jest nielegalny? Czyżby Izrael swój atom posiadał nieoficjalnie, ale legalnie?
Polska wprawdzie od irańskiej ropy nie jest zależna, ok. 90 proc. surowca importuje z Rosji, wydobycie krajowe wynosi tylko ok. 800 tys. ton, kroplę w morzu potrzeb. Należy zdawać sobie sprawę, że Rosja w konflikcie bliskowschodnim sprzyja Iranowi, podobnie jak Chiny (dzienna produkcja – 3,83 mln baryłek), tak samo jak posiadająca ropę Wenezuela (2,86 mln). PKN Orlen obniżył nieco hurtowe ceny benzyny bezołowiowej Eurosuper 95, bezołowiowej Super Plus 98 i oleju napędowego, ale czy na jakiekolwiek obniżki pójdą właściciele stacji paliw? Paliwo jest u nas zbyt drogie w porównaniu do zarobków. Tak drogie, że urzędnikom w Brukseli chyba w głowie się to nie mieści, ponieważ Eurostat - odpowiednik unijnego Głównego Urzędu Statystycznego - niedawno podał, że przeciętnie zarabiający Polak za jeden dzień pracy może kupić 38 litrów paliwa, a normalnie zarabiający Europejczyk 86 litrów.
Przykro powiedzieć, że nasze zarobki Eurostat daleko przeszacował, bo gdyby “przeciętnie zarabiający Polak” mógł sobie kupić rzeczywiście tyle paliwa za dzień swojej pracy, ile ta unijna instytucja podaje, musiałby zarabiać dziennie ponad 220 zł, a miesięcznie (pracując przez 22 dni) – 5 tys. zł. Każdy zdaje sobie sprawę, że ceny paliw windują podatki. Cena surowca i marża rafinerii to razem ok. 46 proc.
Resztę ceny paliwa czyni gromada nałożonych podatków i quasi-podatków. W pierwszej kolejności należy wymienić dwa podatki pośrednie, pierwszy od towarów i usług VAT (od Value Added Tax), w ub. roku podniesiony z 22 proc., do 23 proc. i omawianą już akcyzę, podatek uzupełniający VAT, którą - jak już pisaliśmy - można byłoby obniżyć po konsultacji z Brukselą.
Szef resortu finansów Jacek Rostowski nie przejawia jednak ku temu chęci, ponieważ podniesienie podatku akcyzowego to najłatwiejszy sposób ratowania budżetu. Tego rodzaju podatek dla rządu pasuje jak ulał, niewiele trzeba działać, żeby pieniądz popłynął. Szacują, że dochody z akcyzy od paliw silnikowych w ub. roku wyniosły ok. 24 mld zł. Poza VAT-em (wpływy do budżetu w 2011 r. z tego podatku wyniosły ok. 20 mld zł). Poza VAT-em i akcyzą na cenę paliwa składa się opłata paliwowa, koszty transportu, a także przeróżne koszty ukryte – zdaniem ekspertów Polskiej Izby Paliw Płynnych – wynoszą one nie mniej, niż ok. 7 proc. i są schowane w postaci parapodatków narzuconych na kierowców.
Ci z nich, którzy posiadają auta droższe od benzynowych - z silnikiem Diesla - już nie zaoszczędzą na paliwie, ponieważ olej napędowy jest droższy od benzyny. Tankowanie samochodów o takim napędzie wiele lat było tańsze. Od początku tego roku za każde 1000 litrów oleju napędowego trzeba odprowadzić 330 euro akcyzy (było 302 euro), ponieważ skończył się dla Polski okres przejściowy na niższą wymaganą przez Brukselę akcyzę (dyrektywa 2003/96/WE). Najtaniej tankować dzisiaj samochód na gaz ziemny w postaci ciekłej - LNG (od Liquefied Natural Gas)), średni koszt przeróbki instalacji z benzynowej na gazową kosztuje ponad 2 tys. Kto jednak zaręczy, że LNG nagle nieznośnie nie zdrożeje?
Wiesława Mazur
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze "Naszej Polski" Nr 5(848) z 31 stycznia 2012 r.