Duma i niepodległość | Gorące tematy

Wydarzenia - Gorące tematy

AddThis Social Bookmark Button

Plakat Marszu Niepodległości 2013Gdy przyjdzie czas na historyczną refleksję nad działaniami obecnego reżimu, ktoś zapewne zwróci uwagę, że grupie rządzącej znakomicie udało się nawiązać do sukcesji po komunistycznych antenatach. Przekonali mianowicie Polaków, że narodowe Święto Niepodległości powinno być kojarzone z atmosferą zagrożenia,  prowokacji i represyjnych działań ze strony jawnych i tajnych służb.

To skojarzenie – tak mocno utrwalane przez komunistycznych władców PRL, odżywa dziś w wielu wypowiedziach i decyzjach związanych z obchodami 11 Listopada.

Oczywiste potwierdzenie takiej refleksji przynoszą nie tylko wydarzenia z 2011 i 2012 roku, gdy reżim z rozmysłem utrudniał Polakom spokojne uczestnictwo w marszach i manifestacjach niepodległościowych, ale również tegoroczna decyzja partii opozycyjnej o przeniesieniu społecznych obchodów do Krakowa, w obawie (jak podkreślono), „przed czymś co pachnie gigantyczną prowokacją”. Z pewnością można poszukiwać usprawiedliwienia takich rozstrzygnięć, rozprawiać o „mądrej taktyce” i „niewpisywaniu się w scenariusz totalnej prowokacji”. Trudno jednak odrzucić myśl, że decyzja Jarosława Kaczyńskiego została wymuszona przez reżim i jest rodzajem kompromisu, którego konsekwencje mogą okazać się niezwykle groźne.

Kilkuletnie działania tandemu Komorowski-Tusk wykazują bowiem na tyle logiczną spoistość, że łatwo je umiejscowić w znanych z najnowszej historii praktykach komunistycznych. Od trzech lat reżim skutecznie zohydza Polakom ideę narodowego świętowania i w miejsce autentycznych i spontanicznych obchodów proponuje efekciarskie „imprezy alternatywne”, podczas których promowane są „nowoczesne formy patriotyzmu”. Tak „nowoczesne”, jak nowocześni są funkcjonariusze partii komunistycznej i peerelowscy wojacy, którzy zaludniają dziś belwederskie salony.

Chodzi przy tym nie tylko o świadome deprecjonowanie pojęcia patriotyzmu bądź sprowadzanie obchodów 11 Listopada do sfery demagogii i pustej symboliki (w czym przoduje środowisko Belwederu), lecz o utrwalenie szeregu negatywnych skojarzeń i reakcji społecznych, a w konsekwencji - o zastąpienie Święta Niepodległości jego skarlałą namiastką, którą obecny reżim nazywa  „Świętem Wolności 4 czerwca”.

Być może niewiele osób wie, że w początkach instalowania komunizmu w Polsce, sowieccy namiestnicy próbowali odgrywać role patriotów i starali się podkreślać swoje rzekome przywiązanie do polskich tradycji. Jednym z elementów tej mistyfikacji były państwowe obchody Święta Niepodległości, hucznie obchodzone w roku 1944. Lud pracujący miast i wsi miał świętować je w radosnej atmosferze, tak, by „dzień ten był istotnie wielkim świętem całego narodu” -  jak zalecano w propagandowym okólniku. Nabożeństwa, defilady wojskowe, akademie z „częścią artystyczną”, zbiorowe śpiewanie Roty, hymnu oraz odczyty z historii Polski, a także eksponowanie sztandarów i emblematów orła, miały przyciągnąć Polaków i budować złudne „poczucie wspólnoty narodowej”.

W następnych latach, gdy komuniści mogli już przystąpić do siłowej rozprawy ze społeczeństwem, Święto Niepodległości zostało odrzucone i skazane na zapomnienie. Nie tylko nie wolno było go obchodzić, ale nawet o nim wspominać. Zastąpiono je bowiem tzw. „Świętem Odrodzenia”, ustanowionym na pamiątkę moskiewskiego Manifestu PKWN.

Odtąd to 22 lipca, a nie 11 Listopada miały wyznaczać symboliczny początek polskiej niepodległości. Moskiewskiemu „świętu” nadawano ogromne znaczenie propagandowe, wzmacniając pozytywne skojarzenia np. organizowaniem festynów, podczas których Polacy mogli nabyć artykuły niedostępne w peerelowskich sklepach czy nacieszyć się obecnością ówczesnych „gwiazd scen i estrady”. W latach 70. i 80. zadbano również o to, by dzień 11 Listopada był kojarzony z represjami, aresztami i biciem uczestników „nielegalnych” manifestacji. Każdego roku ośrodki propagandy dokładały też szczególnych starań, by obchody polskiego święta przedstawiać w jak najczarniejszych barwach.

Nie mogę pozbyć się wrażenia, że obecny reżim prowadzi działania zmierzające w tym samym kierunku. W „fazie pierwszej” - po skutecznym zniechęceniu Polaków do organizowania wlasnych manifestacji, po szeregu bandyckich prowokacji i zapowiedziach siłowych rozwiązań, osiągnięto stan, w którym jedyna partia opozycyjna, a wraz z nią wiele innych środowisk rezygnuje z  prawa do stołecznych obchodów rocznicy odzyskania niepodległości. Gdyby krok ten został wykorzystany do wytłumaczenia Polakom, w jakim kraju żyją i z kim naprawdę mają do czynienia, można byłoby z tej decyzji wyprowadzić jakieś dobro. Argumentacja oparta na obawie przed prowokacją i lęku przed akcjami odwetowymi, przy jednoczesnym podtrzymywaniu bredni o „mechanizmach demokracji” i „państwie prawa” – czyni z tej decyzji ponury akt kapitulacji i stawia partię Jarosława Kaczyńskiego na przegranej pozycji. Jeśli bowiem 11 listopada władza uderzy w uczestników zgromadzeń (chcąc np. uzyskać kolejny powód do zaostrzenia prawa) – łatwo wytłumaczy to „warcholstwem” i „agresywnym zachowaniem”, za które i tak oskarży opozycję. Jeśli zrezygnuje z ataku – będzie miała pole do wyśmiewania się z obaw PiS-u i umocni rolę własnych, alternatywnych obchodów.

Nietrudno też zauważyć, że reżim przygotowuje się już do przeprowadzenia „fazy drugiej”, w której Święto Niepodległości będzie musiało ustąpić przed fałszywym, historycznym erzacem.

„Święto Niepodległości 11 listopada i Święto Wolności 4 czerwca – zwycięstwa wyborczego, które zakończyło epokę komunistyczną w Polsce warto obchodzić w sposób radosny” – oznajmił wczoraj lokator Belwederu. To porównanie, tak urągające Polakom i historycznej prawdzie, pojawia się coraz częściej w wypowiedziach Komorowskiego i zwiastuje zamiar uczynienia z farsy wyborczej 1989 roku daty równorzędnej lub zastępczej wobec autentycznego Święta Niepodległości.  Zapowiadana na rok 2014 propagandowa hucpa pod nazwą - „25 rocznicy zwycięstwa” oraz ustanowienie „Święta Wolności” posłuży umocnieniu tych tendencji i będzie kolejnym krokiem na drodze fałszowania polskiej historii.

Cokolwiek przyniesie nam dzień jutrzejszy, będzie on naznaczony fatalnym ustępstwem wobec reżimu. Fatalnym również dlatego, że decyzja o przeniesieniu obchodów jest głęboko sprzeczna z samą ideą świętowania wydarzeń z 1918 roku. Ten dzień ma być powodem do dumy i szczególnego manifestowania polskości. Ma nam przypominać, że Polaków stać na niepodległość – ale tylko wówczas, gdy nie szczędzą ofiar, są zdolni do walki, nie rezygnują i nie cofają się przed wrogiem. Nie wolno zamazywać prawdy o ogromnej cenie naszej niepodległości, bo jest ona wyższa niż spokój manifestacji lub wygoda partyjnych działaczy. Doskonale rozumieli to uczestnicy „nielegalnych zgromadzeń” w latach komuny, gdy 11 listopada płacili cenę więzienia, kalectwa, a nawet życia.

To dzień, w którym dumy z bycia Polakiem nie można zamienić na złudne poczucie bezpieczeństwa.

Tym bardziej, jeśli reżim, który każdego roku próbuje odbierać nam radości ze świętowania, chce nam dziś zabrać dar jeszcze cenniejszy. Celem każdej kampanii organizowanej wokół Święta Niepodległości są ci Polacy, którzy mają jeszcze odwagę manifestować swoją polskość i autentyczny patriotyzm. Fundamentem tej odwagi nie jest zaś kompromis, roztropność bądź  strategia gry politycznej.  U jej podstaw leży poczucie dumy narodowej i pamięć o tym ile kosztuje niepodległość.

 

Śledź(0)

Adres śledzenia tego komentarza

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS tego komentarza

Napisz komentarz

mniejsze | większe

busy