Ogromna łuna ognia nad Gdańskiem. Od kilkunastu minut trwa pożar hali produkcyjnej w Stoczni Gdańskiej należącej do firmy HTEP.

Aktualizacja 20:20 W związku z pożarem wycofane zostały tramwaje na trasie Zieleniak - Węzeł Kliniczna - informuje Alicja Mongird, rzecznik ZKM.
Aktualizacja 20:32 Pożar tak jak nagle wybuchł, tak szybko przygasa. Strażacy wciąż walczą z ogniem, ale nie jest on już tak gwałtowny, jak jeszcze kilka minut temu.
Dim lights Embed Embed this video on your site
- Policjanci przywrócili ruch na Marynarki Polskiej i Jana z Kolna.
Aktualizacja 20:56 Znamy szacunkowy bilans strat, jakie spowodował ogień.
- W hali spłonęło pięć jachtów i dwie formy do budowy kolejnych. Straty będą ogromne, ale najważniejsze, że nic nie stało się naszym pracownikom - mówi Ewa Stachurska z firmy HTEP Sunreff Yachts, która specjalizuje się w budowie luksusowych jachtów. - Będziemy musieli znaleźć nową halę produkcyjną i rozpocząć produkcję jachtów na nowo. Byliśmy ubezpieczeni, ale niestety, nie będziemy w stanie uniknąć wielomiesięcznych opóźnień w realizacji kontraktów.

Po ugaszeniu pożaru hala na terenie stoczni będzie się nadawała już tylko do rozbiórki. Wiadomym jest ogólnie, że na terenie Stoczni Gdańskiej planuje się budowę kompleksów handlowych, jednak wobec protestów byłych pracowników SG o reaktywowanie, realizacja projektu stoi pod znakiem zapytania.
Jest to - po spłonięciu zajezdni tramwajowej w Nowym Porcie - kolejny tajemniczy pozar na terenach atrakcyjnych inwestycyjnie.
Uzykaliśmy informację od Posła PiS, Andrzeja Jaworskiego, iż pozar, który już został opanowany, nie wybuchł na OBECNYM terenie Stoczni Gdańskiej, lecz na terenie, który wcześniej do SG nalezał, ale został przejęty w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach, przez spółkę Synergia.
Z ostatniej chwili: Hala produkcyjna spłonęła - budynek zawalił się. W pożarze prawdopodobnie nikt nie ucierpiał.
Aktualizacja 21:33 - Potwierdzam zawalenie się dachu hali, który był drewniany na stalowej konstrukcji. Ściany hali stoją. W tej chwili z ogniem walczy 12 zastępów straży pożarnej. Po ugaszeniu ognia strażacy będą musieli wejść do hali, przegarnąć pogorzelisko. Do dogaszania jeszcze daleka droga, ale ogień jest już znacznie mniejszy - informuje dyżurny Miejskiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Gdańsku.

Aktualizacja 22:16 - Akcja gaszenia pożaru potrwa jeszcze kilka godzin, ale ogień został już w znacznej mierze opanowany. Do środka hali zapadł się dach, co utrudnia pracę strażakom.
- Akcja potrwa jeszcze kilka godzin, sytuacja nie jest jeszcze opanowana - powiedział Tadeusz Konkol, rzecznik Straży Pożarnej. - W środku znajdowały się łatwopalne materiały, takie jak farby, żywice, sklejki, ponieważ hala służyła do produkcji jachtów.
Gaszenie rozpoczęły dwie jednostki z Zakładowych Służb ratowniczych Stoczni Gdańskiej, po ich przybyciu na miejsce już cały dach hali był w ogniu. Zdecydowali się na akcję tylko z zewnątrz z obawy przed zawaleniem dachu.
- Pracownicy sami zauważyli ogień, zadzwonili po straż pożarną i ewakuowali się z hali - mówi Ewa Stachurska, rzeczniczka firmy do której należy hala.
- Okazało się, że słusznie, dach zawalił się po kilkunastu minutach, przenosząc jednocześnie pożar do środka, dzięki czemu nie ma obawy przed zajęciem sąsiednich hal - dodaje Konkol.
Jak powiedział Tadeusz Konkol, na miejscu są strażacy z Gdańska, Gdyni, Pruszcza Gdańskiego, razem 16 jednostek, czyli ponad 60 osób.
- Pożar gasi nie tylko Państwowa Straż Pożarna, ale też Straż Florian i służby stoczniowe. - Hala jest ogromna, ma 80 metrów długości, 20 szerokości. Najprawdopodobniej nie ma ofiar w ludziach, hala najprawdopodobniej była pusta - podkreśla Konkol i dodaje, że jest za wcześnie, aby mówić o przyczynach.

Strawiona pożarem hala znajduje się tuż obok szczątków tej, która spłonęła 24 listopada 1994 roku podczas koncertu grupy Golden Life. Wtedy w pożarze zginęło siedem osób, kilka kolejnych zmarło w szpitalach, a ponad 200 zostało poparzonych. W miejscu gdzie stała hala wisi pamiątkowa tablica.

Z trójmiejskich komentarzy wynika, że hala nie była odpowiednio zabezpieczona pod względem przepisów BHP, znajdowały się tam materiały łatwopalne oraz jak juz w kometarzach napisałam, jest to teren, na który jest wielu chętnych do inwestycji, a na wyburzenie zabudowań stoczni nie ma pozwolenia. Przytaczam ponizej niektóre z nich.
"Jak to naprawde sie pali HTEP to masakra, radze usunac ludzi w promieniu 1km. Maja tam hektolitry zywic, zelkotow i innych substancji ktore sa mega latwopalne. Pracowalem tam i PIP powinna sie zainteresowac faktami i przyczynami...przechowywanie substancji na 99% jest powodem pozaru."
"Pracowałem tam jako BHPowiec , wielokrotnie sygnalizowałem Panu Francisowi Lappowi możliwość wystąpienia wybuchu ... W hali produkowano łodzie z kompozytów bez poszanowania zasad PPOŻ. Wystarczy przejśc się na ich inne hale i zobaczyć jak wszystko skandalicznie jest wykonywane. ( Hale przy nabrzeżu Doki 1a / hala 40, 41) Wielokrotnie jak miała przyjsc inspekcja pracy wszelkie kompozyty były wynoszone , ze niby nie ma stężenia. Budowane od siebie jednostki oddzielała folia łatwo palna zaś aby wszystko dobrze schło nagrzewnice skierowane były na budowane z kompozytów jednostki. - Zero jakichkolwiek wyciągów , zero wentylacji... Ciekawy jestem jak podejdzie do tego ubezpieczyciel."
"może ECS potrzebuje więcej miejsca?"
"pewnie jeszcze z 2 pożary będą. (...)
Nie będą nie będą, to co się tam wyrabiało przy tych materiałach, to aż prosiło się o pożar lub inną tragedię. To była jedynie kwestia czasu aż coś się zapali."
Aktualizacja, godz. 23.30
Mimo tego, że strażacy opanowali sytuację na terenie stoczni, nie wiadomo, ile czasu potrwa dogaszenie pożaru. W akcji ratowniczej ostatecznie brało udział dziewiętnaście jednostek straży pożarnej. Konstrukcja budynku jednak jest mocno naruszona.
Jak zapowiada ZTM do piątku włącznie ulica Jana z Kolna będzie zamknięta dla ruchu.
Kolejne jednostki straży pożarnej opuszczają teren stoczni. Dogaszanie pożaru i zabezpieczanie jednej ze ścian budynku, mocno przechylonej do środka, potrwają zapewne do rana.
Zachodziła obawa, że z powodu płonących lakierów i chemikaliów trzeba będzie przeprowadzić ewakuację, ale na szczęście nie było takiej potrzeby.
