Syria - Smoleńsk | Świat

Polityka - Świat

AddThis Social Bookmark Button

Rezolucję ONZ w sprawie Syrii można nazwać największym zwycięstwem dyplomacji rosyjskiej, porównywalnym jedynie z podpisaniem w roku 1975 tzw. Helsińskiego Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Tamten tryumf sowieckiej taktyki pozwolił bandyckim rządom Bloku Wschodniego wystroić się w szaty „obrońców praw człowieka” i posłużył ukryciu aktów terroru i represji za murem „nieingerencji w sprawy wewnętrzne” i „prawa narodów do samostanowienia”.

Obecna rezolucja ONZ nie tylko nie nakłada na reżim Assada żadnych sankcji, ale nawet nie oskarża pupila Putina o użycie broni chemicznej. Ogólnikowość stwierdzeń o  „konieczności rozbrojenia”, „odpowiedzialności za użycie broni chemicznej” czy „stosowaniu rozdziału 7 Karty Narodów Zjednoczonych”, bez nałożenia jakiejkolwiek kary za zagazowanie tysięcy syryjskich kobiet i dzieci, czyni z tego dokumentu bezwartościowy bełkot.

Skalę dzisiejszego zwycięstwa Kremla podkreśla fakt, że przegrani i doszczętnie skompromitowani politycy Obamy złożyli wysłannikom Putina swoiste homagium i wbrew wymowie owej rezolucji, próbują przedstawiać ją jako sukces dyplomacji. Amerykański  sekretarz stanu John Kerry  stwierdził wprost:

Chciałbym podziękować szefowi MSZ Siergiejowi Ławrowowi za jego wysiłki i współpracę, która rozpoczęła się jeszcze do Genewy i trwała w tym tygodniu, dzięki czemu znaleźliśmy wspólne podejście do problemu. Przyjmując dzisiaj rygorystyczną, podlegającą wykonaniu i tworzącą precedens rezolucję, która wymaga od władz Syrii wyrzeczenia się broni chemicznej, Rada Bezpieczeństwa ONZ udowodniła światu, że dyplomacja może być bardzo potężnym narzędziem, które może skutecznie unieszkodliwiać nawet najgorszą broń”.

Po to, by dziękować przedstawicielowi państwa, które wyprodukowało śmiercionośny sarin, uzbroiło syryjskiego bandytę, a po wymordowaniu przezeń tysięcy cywilów szantażowało świat konfliktem zbrojnym w obronie tego bandyty – trzeba doprawdy mentalności  idioty lub pospolitego raba.

Nie może dziwić, że wobec takiego „zwycięstwa dyplomacji”, na plan dalszy zeszła nie tylko sprawa interwencji zbrojnej i ukarania Assada za użycie broni chemicznej, ale nikt już nie podnosi kwestii odpowiedzialności Rosji za wspieranie ludobójczych reżimów i nie zamierza dochodzić, skąd broń masowego rażenia znalazła się na terytorium Syrii.

Rezolucja ONZ kładzie kres żenującemu spektaklowi, w którym satyryczne występy lewackich polityków Zachodu konkurowały jedynie z żałosnymi pohukiwaniami amerykańskich oficjeli i doprowadzały kremlowskich decydentów do szczerego rechotu.

Takie zakończenie sprawy syryjskiej wiedzie oczywiście do wzmocnienia reżimu Assada i wyzwolenia poczucia bezkarności wśród wszystkich satrapów wspieranych przez Moskwę. Sama Rosja, nie tylko utrwaliła swoją obecność w tym rejonie świata, ale udowodniła, że każdy ludobójca może liczyć na bezkarność – byleby wspierał kremlowskich kagebistów i pozostawał pod ich kuratelą. Ta ponura lekcja dyplomacji, z tysiącami ofiar w tle, pozwala przewidywać, że następnym krokiem w testowaniu reakcji Zachodu będzie wymordowanie kilku milionów istnień przy użyciu broni jądrowej. Rosyjskie arsenały ukryte w Libii, Sudanie czy Iranie, doskonale nadają się do przeprowadzenia takich testów, a udzielana tym reżimom pomoc „rosyjskich doradców”, jest wręcz nieoceniona.

Nie jestem zaskoczony, że temat rezolucji ONZ bywa przemilczany w niezależnych mediach lub – w najlepszym przypadku, przedstawiany zgodnie z optyką rosyjską. Takie zjawisko, szczególnie widoczne w mediach katolickich, obserwowaliśmy od wielu tygodni. Przedstawianie Assada jako „obrońcy chrześcijaństwa” i Rosji w roli „gwaranta wartości”, należy do stałego repertuaru niektórych publicystów i dowodzi tyleż głupoty i nieznajomości realiów syryjskich, jak silnych wpływów rozmaitej maści agentury.

Dziwi natomiast, że lekcja syryjska nie jest postrzegana w kontekście spraw polskich i nie prowadzi do formułowania bardziej generalnych wniosków.

Kilkutygodniowy spektakl wokół Assada ukazuje przecież aktualną sytuację międzynarodową i dowodzi realnego rozkładu sił w globalnych rozgrywkach politycznych. Nie ma wątpliwości, że jest to układ zdominowany przez Rosję i Chiny, funkcjonujący przy silnym wsparciu Berlina i kilku pomniejszych figurantów. Tworzy on doraźną koalicję, montowaną zawsze przeciwko interesom USA i tym skuteczniejszą, że wymierzoną w najsłabszą w historii Ameryki administrację Obamy.

Demokraci sprawujący władzę w Waszyngtonie nie znaleźli odwagi, by ujawnić powiązania służb rosyjskich z atakami w Bostonie, gładko przełknęli niebotyczną kompromitację w sprawie Snowdena, a po kolejnym, syryjskim policzku, wymierzonym przez Putina, nadal pokazują uśmiechnięte facjaty i ślą Rosjanom podziękowania. Zapewniania o „doskonałej współpracy” (również na poziomie służb specjalnych), dopełniają bezmiaru tej politycznej słabości.

Biorąc pod uwagę, że kadencja Obamy upływa za trzy lata, a Putin będzie rządził przynajmniej do roku 2018, sprawy polskie, w tym najważniejszą z nich - sprawę tragedii smoleńskiej, należy oceniać w perspektywie układu sił, jaki będzie funkcjonował przez najbliższe lata. Rezolucja ONZ jest kolejnym wydarzeniem, które pogłębia dysproporcje w tym układzie i wskazuje na rosnącą pozycję Rosji. Jeśli nawet pozycja ta nie znajduje żadnego uzasadnienia w potencjale militarnym (a tym bardziej ekonomicznym) Kremla, dość, że wspiera się na sile „rosyjskiej dyplomacji” i entuzjazmie tysięcy gawnojedów oraz zyskuje na słabości Obamy i działaniach rosyjskiej agentury wpływu.

W tym układzie, wszystko co służy interesom Rosji i poszerza jej wpływy na światową politykę, oddala nas od możliwości wyjaśnienia sprawy zamachu smoleńskiego i pogłębia stan uzależnienia Warszawy od „czynnika” moskiewskiego.

Nie sposób uwierzyć, by w obecnej konfiguracji sił, Ameryka, Anglia czy Niemcy były zainteresowane sprawą Smoleńska lub chciały poświęcić swoje interesy w obronie polskiej racji. Słowa, które napisałem przed dwoma laty – „nikt nie umrze za polską prawdę”, znajdują dziś kolejne potwierdzenie.

Stratedzy Putina doskonale wiedzą, że nadrzędnym celem społeczeństw Zachodu nie jest prawda bądź racje moralne, ale dobrobyt i spokój, za które to wartości gotowe są one zapłacił każdą cenę. Przypomniałem wówczas słowa Józefa Mackiewicza, zawarte w „Zwycięstwie prowokacji”: „Polityka Zachodu podczas wojny kierowała się względami narzuconymi jej przez sojusz z Sowietami; polityka Zachodu po wojnie kieruje się względami narzuconymi jej przez chęć pokojowej koegzystencji z Sowietami.”

Coraz wyraźniej widać, że prowadzona przez ostatnie lata rosyjska kampania propagandowo - dyplomatyczna sprawiła, iż państwo Putina jest dziś postrzegane poprzez pryzmat potencjalnych korzyści politycznych i ekonomicznych, jakie mają płynąć z „ucywilizowania” Rosji i nawiązywania z nią kontaktów handlowych. Kraje Zachodu są gotowe uczynić wiele, byle tylko wygasić „polską rusofobię”  i nie dopuścić do zaognienia relacji z Kremlem. To jeden z głównych powodów, dla których reżim Tuska i Komorowskiego może zawsze liczyć na przychylność euroidiotów i łaskawość administracji Obamy.

W kontekście wydarzeń związanych z konfliktem syryjskim, trzeba zdobyć się na odważny realizm i nie oceniać intencji tych państw na podstawie naszych wyobrażeń, mrzonek i ideowych projekcji. Kto nie był gotów bronić tysięcy dzieci mordowanych przez Assada i nie miał odwagi potępić Putina za wspieranie bandytów, nie może pochylać się z uwagą nad „incydentem” smoleńskim ani narażać własnych interesów w obronie „polskich ideałów”.

Nie ma powodu wierzyć, że milczenie wobec zbrodni rosyjskich w Czeczenii czy głucha cisza wokół aneksji Osetii, są mniej znaczące od przemilczenia zamachu smoleńskiego.

W oparciu o takie realia, trzeba konfrontować nie tylko kalkulacje na przejęcie władzy „metodami demokratycznymi”, ale nadzieje na stworzenie komisji międzynarodowej i pomoc Zachodu w wyjaśnieniu zbrodni smoleńskiej. Droga do prawdy – szczególnie w wymiarze historycznym i politycznym, może zająć długie lata.

Jedno jest pewne. Póki państwa „wolnego świata” pozwalają Rosji prowadzić grę va banque i odwracają oczy od kolejnych aktów moskiewskiego terroru – powinniśmy liczyć wyłącznie na własne siły.

 

Śledź(0)

Adres śledzenia tego komentarza

Komentarze (2)

Zapisz się do RRS tego komentarza
...
0
Myślałem że w Polsce nie ma głupków wierzących że to rząd Asada użył tych gazów. A jak są to myślałem że w kręgach Gazety Wyborczej. Bo po co używać tych gazów na własnym terytorium. Aby nie zabić ani jednego rezuna a wyłącznie własnych obywateli? Ale wystarczy jedno magiczne słowo Rosja i już jest pełno zwolenników największej bzdury czy kłamstwa wywodzących się z kręgów "Prawdziwych Polaków"
baca , 02 October 2013
...
0
Pod kogo autor pisze ten reportaż? Zbrodnie w czeczenii? - owszem ale największe na własnych żołnierzach z poboru. Autor. dobrze się pisze gdy u ciebie pod oknami "wyswoliciele: nie srzelaja i nie podpalają? A tak łaśnie bedzie gdy będziesz broniłtakich " powstańców". Ale czy będziesz trzymał się swego stanowiska gdy działanie przeniosą się do Polski?
Walentinas Sniticzius , 01 October 2013

Napisz komentarz

mniejsze | większe

busy